1.11.2026: „Zwierzęta nie tylko tracą życie. Odbiera się im również status ofiar”

Dzisiaj na krakowskim Rynku odbyło się wydarzenie Wspólnota Śmierci, w czasie którego symbolicznie uczciliśmy pamięć o miliardach bezimiennych ofiar człowieka oraz o ofiarach, których personalia i historię życia dobrze znamy – ludzkich ofiarach.

Przechodnie mogli usłyszeć następujące słowa.

Dzisiaj, pierwszego listopada, miliony ludzi w Polsce odwiedzają groby swoich bliskich. Zapalamy znicze, przynosimy kwiaty, wspominamy tych, których już z nami nie ma. Śmierć staje się na chwilę bardziej obecna w naszym życiu. Zatrzymujemy się, myślimy o przemijaniu, o stracie, o tych, za którymi tęsknimy.

Ale są też takie śmierci, których niemal nikt nie zauważa. Takie, po których nie ma żałoby, zniczy ani wspomnień. Śmierci tak powszechne, że przestaliśmy je w ogóle dostrzegać.

Każdego roku w polskich rzeźniach zabija się ponad miliard zwierząt. Ponad miliard. Wśród nich około dwudziestu mili – o nów świń, około dwóch milionów krów, byków i cieląt, a także niewyobrażalną liczbę kurcząt, kur, indyków, kaczek i innych ptaków.

Do tego dochodzą zwierzęta zabijane przez myśliwych. W ciągu jednego roku łowieckiego odstrzeliwuje się w Polsce ponad siedemset pięćdziesiąt tysięcy zwierząt, tych które człowiek umieścił na tzw. liście zwierząt gatunków łownych. Około dwustu tysięcy lisów, blisko dwustu tysięcy saren, ponad sto siedemdziesiąt tysięcy dzików, ponad sto tysięcy jeleni. Do tego bażanty, zające, daniele i inne zwierzęta. A przecież są jeszcze odstrzały sanitarne, zwierzęta zabijane w laboratoriach, ryby wyciągane z wody i pozostawiane na śmierć.

Te liczby są tak wielkie, że trudno je sobie wyobrazić. Ale za każdą z nich kryje się konkretne życie. Zwierzę, które odczuwało strach, ból, przyjemność. Które chciało żyć. Które miało własne potrzeby, własne doświadczenia, własną, niepowtarzalną historię.

Dzisiaj chcemy przypomnieć właśnie o nich.

Filozofka Judith Butler pisała o życiu, którego utrata jest uznawana za godną żałoby. Dariusz Gzyra, pisząc o przemocy wobec zwierząt, zwracał uwagę na istnienie ofiar nieopłakiwalnych. Takich, których krzywda została tak głęboko wpisana w społecznie akceptowaną normę, że przestaliśmy postrzegać je jako ofiary.

I właśnie to dzieje się ze zwierzętami.

Kiedy umiera człowiek, mówimy o śmierci. Kiedy zabijane jest zwierzę w rzeźni, mówimy o produkcji mięsa. Kiedy myśliwy zabija jelenia, mówi o pozyskaniu zwierzyny. Kiedy zabijane są dziki, słyszymy o redukcji populacji. Mamy cały słownik określeń, które pozwalają nam mówić o odbieraniu życia tak, jakby chodziło o zwykłą czynność gospodarczą czy administracyjną.

Zwierzęta nie tylko tracą życie. Odbiera się im również status ofiar.

Ich ciała stają się towarami, surowcami, produktami. Ich śmierć jest planowana, organizowana, przeliczana na kilogramy i złotówki. I najczęściej nikt po nich nie płacze.

Nie dlatego, że ich życie nie miało wartości. Dlatego, że nauczyliśmy się tej wartości nie dostrzegać.

Potrafimy przeżywać śmierć ukochanego psa czy kota. Potrafimy wzruszyć się losem zwierzęcia uratowanego z pożaru. A jednocześnie pozostajemy obojętni wobec milionów innych istot, których życie odbiera się każdego dnia. Nie widzimy w tym sprzeczności, bo od dzieciństwa uczono nas, że jedne zwierzęta należy kochać, a inne można wykorzystywać i zabijać.

Ten podział nie wynika z potrzeb zwierząt. Wynika z naszych przyzwyczajeń, interesów i tradycji.

Dziś, w Światowym Dniu Weganizmu, chcemy zakwestionować ten porządek. Chcemy przypomnieć, że życie zwierzęcia nie staje się mniej wartościowe tylko dlatego, że człowiek znalazł sposób, by na jego śmierci zarabiać. I że przemoc nie przestaje być przemocą tylko dlatego, że jest powszechna, legalna i społecznie akceptowana.

Wspominamy także tych, którzy stracili życie, sprzeciwiając się krzywdzeniu zwierząt. Jill Phipps, Regan Russell, Tom Worby i wiele innych osób, które zapłaciły najwyższą cenę za próbę ocalenia innych istnień.

Nie jesteśmy tutaj po to, żeby odbierać komukolwiek prawo do wspominania bliskich. Jesteśmy tutaj, żeby poszerzyć granice naszej pamięci i współczucia. Żeby przypomnieć, że śmierć nie staje się mniej rzeczywista, kiedy dotyka istoty innego gatunku.

Być może nie potrafimy opłakać miliarda istnień. Nie znamy ich imion, nie widzieliśmy ich twarzy, nie znamy historii ich życia. Ale możemy przynajmniej odmówić uczestnictwa w zbiorowej obojętności. Możemy dostrzec ofiary tam, gdzie kazano nam widzieć wyłącznie produkty.

Dlatego dzisiaj zapalamy te świece. Dla zwierząt, którym odebrano życie. Dla tych, które nie miały grobów, nekrologów ani nikogo, kto mógłby je publicznie opłakiwać. Dla ludzi, którzy zginęli, próbując zakończyć tę przemoc.

Nie chcemy, żeby pamięć była tylko wspomnieniem przeszłości. Chcemy, żeby stała się zobowiązaniem wobec żyjących.

Bo najlepszym sposobem uczczenia pamięci zwierząt, które zostały zabite, jest sprzeciw wobec zabijania tych, które wciąż żyją.

Niech te płomienie będą wyrazem naszej żałoby. Ale także gniewu, niezgody i determinacji.

Nasza żałoba jest formą oporu.

fot. Farm Transparency Project, CC BY 4.0

Usłyszeli także:

Dzisiaj wspominamy nie tylko zwierzęta, którym ludzie odebrali życie. Chcemy również uczcić pamięć osób, które sprzeciwiały się przemocy wobec zwierząt i za swoje zaangażowanie zapłaciły najwyższą cenę.

Byli wśród nich ludzie w różnym wieku, pochodzący z różnych krajów, działający na różne sposoby. Łączyło ich przekonanie, że cierpienie zwierząt nie powinno spotykać się z naszą obojętnością. Że nie wystarczy współczuć, kiedy można coś zrobić. I że czasami trzeba stanąć naprzeciwko tych, którzy na wykorzystywaniu i zabijaniu zwierząt zarabiają.

Dzisiaj chcemy przypomnieć ich imiona.

Jane Tipson – działaczkę, która na karaibskiej wyspie Saint Lucia walczyła o ochronę zwierząt i sprzeciwiała się przetrzymywaniu delfinów i wielorybów w niewoli dla ludzkiej rozrywki. Została zamordowana w 2003 roku.

Paolę Quartini i Elvia Ficherę – włoskich obrońców zwierząt, zastrzelonych w 2010 roku, kiedy próbowali uratować maltretowane psy.

Mike’a Hilla i Toma Worby’ego – dwóch młodych brytyjskich aktywistów, którzy zginęli podczas działań przeciwko polowaniom. Mike miał zaledwie 18 lat. Tom 15.

Jill Phipps – która w 1995 roku próbowała zatrzymać transport cieląt przeznaczonych na rzeź. Zginęła pod kołami ciężarówki. Jej śmierć stała się jednym z symboli walki o wyzwolenie zwierząt.

Karela van Noppena – belgijskiego lekarza weterynarii i inspektora, który ujawniał nielegalne praktyki w przemyśle mięsnym i został za to zamordowany.

Jaira Morę Sandovala – młodego obrońcę żółwi morskich w Kostaryce. Został brutalnie zamordowany, gdy miał zaledwie 26 lat. Całe swoje zaangażowanie poświęcił ochronie zwierząt zagrożonych przez kłusownictwo.

I wreszcie Regan Russell – kanadyjską aktywistkę, która uczestniczyła w pokojowych czuwaniach przed rzeźnią. Towarzyszyła świniom w ich ostatniej drodze, próbowała choć na chwilę ulżyć ich cierpieniu. W czerwcu 2020 roku zginęła potrącona przez ciężarówkę przewożącą zwierzęta na ubój.

To tylko kilka nazwisk. Znamy ich historie, ponieważ ich śmierć została udokumentowana i zapamiętana przez ruch na rzecz zwierząt. Ale przecież nie wiemy o wszystkich. Nie znamy imion wielu osób, które ginęły, broniąc zwierząt, przeciwstawiając się kłusownikom, myśliwym czy ludziom czerpiącym zyski z ich cierpienia.

Nie chcemy dzisiaj czynić z tych osób pomników ani przedstawiać ich jako ludzi pozbawionych strachu czy wątpliwości. Byli zwykłymi ludźmi, którzy nie potrafili pogodzić się z krzywdą innych istot. I postanowili działać.

Nie wszyscy nazywali siebie aktywistami na rzecz praw zwierząt. Nie wszyscy działali w ten sam sposób i nie wszyscy podzielali dokładnie te same przekonania. Jednak każdy z nich, na swój sposób, przeciwstawiał się obojętności, przemocy lub wykorzystywaniu zwierząt.

Dzisiaj, kiedy wspominamy zmarłych, chcemy pamiętać także o nich. O ludziach, których zaangażowanie przypomina nam, że sprzeciw wobec przemocy nie zawsze jest bezpieczny, wygodny czy społecznie akceptowany.

Niech pamięć o nich nie ogranicza się do wypowiedzenia ich imion i zapalenia świecy. Niech będzie również przypomnieniem, że zwierzęta, w których obronie występowali, nadal potrzebują naszego sprzeciwu, naszej solidarności i naszego działania.

Pamiętamy o tych, którzy odeszli. I nie zapominamy o tych, którzy wciąż cierpią.

Regan Russell
fot. Louisejorgy, CC BY-SA 4.0

W związku z tym, że obchodzimy także World Vegan Day odczytaliśmy również, odrobinę zmodyfikowane, przemówienie z tegorocznego Marszu Wyzwolenia Zwierząt.