Michał Dobrzyński na Marszu Wyzwolenia Zwierząt – Któregoś dnia okaże się, że wszyscy od zawsze byli przeciwko

W czasie tegorocznego Marszu Wyzwolenia Zwierząt członek zarządu naszej Fundacji wygłosił przemówienie, które możecie przeczytać poniżej. Na samym końcu jest także nagranie.

Kwestionujemy przekonanie, że zwierzęta istnieją dla nas – ludzi

Któregoś dnia, gdy będzie już bezpiecznie, gdy nazywanie rzeczy po imieniu nie będzie miało przykrych konsekwencji, kiedy będzie już za późno, by kogokolwiek pociągnąć do odpowiedzialności, okaże się, że wszyscy od zawsze byli przeciwko„.

Te słowa Omara El Akkada brzmią jak ostrzeżenie. Ale można je też odczytać jako opis mechanizmu, który znamy aż za dobrze.

Kiedy jakaś przemoc zostaje już powszechnie uznana za niewybaczalną, nagle trudno znaleźć tych, którzy ją popierali. Znikają jej obrońcy. Znikają ci, którzy wzruszali ramionami. Znikają ci, którzy mówili, że „tak już jest”, że „taki jest świat”, że „nie można przesadzać”.

Któregoś dnia wszyscy okazują się tymi, którzy od początku wiedzieli, że to było złe.

Być może kiedyś podobnie będziemy opowiadać o tym, co dzisiaj robimy zwierzętom.

Być może któregoś dnia trudno będzie znaleźć kogokolwiek, kto przyzna: tak, uważałem, że można zamknąć czującą istotę w klatce tylko dlatego, że jej ciało miało przynosić zysk.

Tak, uważałem, że można odebrać matce dziecko, bo chcieliśmy jej mleka.

Tak, uważałem, że można hodować zwierzęta po to, żeby je zabić.

Tak, uważałem, że można strzelać do nich dla rozrywki.

Tak, uważałem, że można więzić je w ogrodach zoologicznych, wykorzystywać w laboratoriach, cyrkach, na pokazach i zawodach.

Być może któregoś dnia wszyscy będą twierdzić, że zawsze byli temu przeciwni.

Tylko że zwierzęta nie żyją „któregoś dnia”.

Żyją dzisiaj.

Dzisiaj rodzą się w hodowlach, w których od pierwszej chwili ich życie podporządkowane jest cudzym interesom.

Dzisiaj tracą dzieci.

Dzisiaj są transportowane setki kilometrów.

Dzisiaj są gazowane, rażone prądem, duszone.

Dzisiaj są mordowane.

Dzisiaj cierpią dlatego, że ktoś zdecydował, że ich interesy znaczą mniej wyłącznie dlatego, że należą do innego gatunku.

I właśnie dlatego tutaj jesteśmy.

Nie po to, żeby prosić o trochę większe klatki.

Nie po to, żeby domagać się nieco mniej barbarzyńskich metod zabijania.

Nie po to, żeby powiedzieć: eksploatujcie zwierzęta, ale róbcie to trochę delikatniej.

Jesteśmy tutaj, bo kwestionujemy samą zasadę eksploatacji zwierząt.

Kwestionujemy przekonanie, że zwierzęta istnieją dla nas – ludzi.

Że ich ciała są surowcem.
Że ich życie jest produktem.
Że ich wolność jest luksusem, który człowiek może im przyznać albo odebrać.
Że fakt, iż jesteśmy silniejsi, daje nam moralne prawo do podporządkowania sobie słabszych.

NIE DAJE.

Zwierzę nie musi być podobne do człowieka, żeby zasługiwać na życie.

Nie musi rozwiązywać równań.
Nie musi mówić naszym językiem.
Nie musi tworzyć sztuki.
Nie musi być inteligentne według naszych kryteriów.

Wystarczy, że jest kimś, dla kogo własne życie ma znaczenie. KIMŚ.

Kimś, kto może odczuwać strach.
Ból.
Przyjemność.
Bezpieczeństwo.
Przywiązanie.
Żałobę.

Kimś, kto chce żyć.

I naprawdę nie potrzeba skomplikowanej filozofii, żeby zrozumieć, że cudze pragnienie życia powinno mieć większe znaczenie niż nasza ochota na konkretny smak, rozrywkę czy zysk. Niż jakakolwiek tradycja.

Problem nie polega na tym, że jako społeczeństwo nie wiemy, że zwierzęta cierpią.

Wiemy o tym doskonale.

Widzieliśmy zdjęcia.
Widzieliśmy nagrania.
Czytaliśmy reportaże.
Znamy fakty.

Problem polega na tym, że stworzyliśmy kulturę, która pozwala jednocześnie wiedzieć i nie wyciągać z tego żadnych konsekwencji.

Kulturę, która jedne zwierzęta każe kochać, inne zjadać, a jeszcze inne zabijać dla rozrywki.

Kulturę, która nazywa przemoc produkcją, hodowlą, pozyskaniem, odstrzałem, ubojem czy użytkowaniem.

Jakby odpowiednio dobrane słowo mogło sprawić, że ofiara przestanie być ofiarą.

Nie przestaje.

Marsz Wyzwolenia Zwierząt jest więc także sprzeciwem wobec języka, który ma uczynić ich cierpienie niewidzialnym.

Mówimy jasno:

zwierzęta nie są rzeczami.

Nie są zasobami.

Nie są trofeami.

Nie są eksponatami.

Nie są narzędziami badawczymi.

Nie są maszynami do produkowania mięsa, mleka, jaj, skóry czy futra.

Są jednostkami.

Każda i każdy z nich ma jedno życie.

Jedno niepowtarzalne życie.

Możliwe, że przyjdzie dzień, kiedy eksploatacja zwierząt będzie budziła taki sam moralny wstręt, jaki dzisiaj budzą inne formy przemocy, których kiedyś również broniono – usprawiedliwiano tradycją, ekonomią, religią, prawem i rzekomą naturalnością.

I wtedy być może rzeczywiście okaże się, że wszyscy od zawsze byli przeciwko.

Ale historia nie potrzebuje kolejnych ludzi, którzy po fakcie powiedzą: „ja przecież zawsze wiedziałem”.

Zwierzęta potrzebują ludzi, którzy powiedzą to teraz.

Teraz, kiedy sprzeciw coś kosztuje.

Teraz, kiedy łatwiej odwrócić wzrok.

Teraz, kiedy system podpowiada nam, że ich cierpienie jest normalne, konieczne i nieuniknione.

Nie jest.

Dlatego tutaj jesteśmy.

Nie po to, żeby prosić o lepszy świat dla zwierząt kiedyś tam, w przyszłości.

Jesteśmy tutaj, żeby powiedzieć, że ich wolność jest sprawą teraźniejszości.

Że ich życie nie jest mniej ważne dlatego, że nie potrafią maszerować razem z nami.

Że skoro nie mogą tutaj stanąć i upomnieć się o siebie, naszym obowiązkiem jest zrobić wszystko, żeby ich nie zagłuszono.

Wyzwolenie zwierząt nie jest metaforą.

To żądanie końca ich niewolenia, eksploatacji i zabijania.

I nie chcemy któregoś dnia mówić, że zawsze byliśmy przeciwko.

Chcemy móc powiedzieć:

byliśmy przeciwko wtedy, kiedy ta przemoc wciąż trwała.

I nie milczeliśmy.

https://www.youtube.com/watch?v=U-wbPZCSVDY