Prof. Andrzej Elżanowski na proteście Kraków przeciwko Hunt Expo

25 kwietnia przed Międzynarodowym Centrum Targowo-Kongresowe EXPO Kraków odbył się protest przeciwko odbywającym się tam targom myśliwskim. W czasie protestu wypowiadał się m.in. prof. dr hab. Andrzej Elżanowski, zoolog i bioetyk. Jak można przeczytać na stronie antropozoologii Uniwersytetu Warszawskiego: „[j]ako członek Krajowej Komisji Etycznej ds. Doświadczeń na Zwierzętach w pierwszej kadencji (1999–2003) spowodował wprowadzenie w Polsce skali inwazyjności doświadczeń i przyczynił się do zmian Ustawy o ochronie zwierząt (m.in. usunięcia wyjątków od zakazu uboju bez ogłuszania). Kierował kampanią, która doprowadziła do przyjęcia w r. 2005 Ustawy o doświadczeniach dającej duże uprawnienia komisjom etycznym. Był wiodącym współautorem wyjściowego projektu ostatniej nowelizacji Ustawy o ochronie zwierząt (z 2010 r.), architektem kampanii (2012–2014) przeciwko ubojowi rytualnemu i wiodącym krytykiem rządowego projektu Ustawy o ochronie zwierząt wykorzystywanych do celów naukowych i edukacyjnych, co doprowadziło do jej ulepszenia. Członek 1 Lokalnej Komisji Etycznej ds. Doświadczeń na Zwierzętach (kadencja 2020–2023). Wspiera autorytetem bieżące kampanie przeciwko brutalnej eksploatacji zwierząt. Od 1983 wegetarianin, od 2013 weganin”.

Poniżej publikujemy delikatnie przeredagowane przemówienie, które prof. Elżanowski wygłosił na proteście Kraków przeciwko Hunt Expo.

Witam wielu znanych i nowych uczestników!

Jak pewno wiecie, Polski Klub Rekreacyjnych Morderców działający pod nazwą PZŁ podjął
polityczną kontrofensywę i próbuje przywrócić udział dzieci w polowaniach.

Obecnie art. 42aa pkt 15 Prawa łowieckiego zabrania „wykonywanie polowania w obecności lub przy udziale dzieci do 18. roku życia”. Zakaz ten zgodny z zakazem zabijania kręgowców w obecności dzieci zawartym w art. 34 Ustawy o ochronie zwierząt.

Konfederacja, do której zapisał się prezes Naczelnej Rady Łowieckiej Marcin Możdżonek, złożyła w styczniu projekt zmiany tego artykułu, dopuszczający „wykonywanie polowania w obecności lub przy udziale dzieci do 18. roku życia” za zgodą ich rodziców bądź opiekunów prawnych.

Propaganda myśliwska próbuje wykorzystać konstytucyjne prawo rodziców do wychowania dzieci. Powołuje się na pierwsze zdanie art. 48 ust. 1 Konstytucji RP, który stanowi, że „Rodzice mają prawo do wychowania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami”, ale wygodnie pomija drugie zdanie tego artykułu, które stanowi, że „Wychowanie to powinno uwzględniać stopień dojrzałości dziecka, a także wolność jego sumienia i wyznania oraz jego przekonania”.

Właśnie wymóg uwzględnienia stopień dojrzałości dziecka powinien decydować o decyzji o nieeksponowaniu dzieci na okrucieństwo i to jeszcze wykonywane przez rodziców!!!

Bo przecież udział w polowaniach z zachęty i za przykładem rodziców prowadzi do
uzależnienia – w sensie neuropsychologicznym – najpierw niepełnoletnich a potem osoby dorosłe od polowania jako sposobu na pobudzania mózgowego układu mezolimbicznego, potocznie znanego jako układ nagrody. Drugie zdanie art. 48 ust 1 Konstytucji pozwala na zakaz uzależnianie niepełnoletnich na przykład od alkoholu i nikotyny niezależnie od woli rodziców, a nawet umożliwia sądom ograniczenie praw rodzicielskich za jego łamanie.

Również Biuro Analiz Sejmowych wskazało, że „W przypadku niepełnoletnich należy założyć, że ryzyko wystąpienia różnych zagrożeń jest większe. Wydaje się zatem, że chociaż obowiązujący zakaz może zostać uznany za pewne ograniczenie, to jest to konstytucyjnie usprawiedliwione, a jego wprowadzenie zostało podyktowane troską ustawodawcy o dobro dzieci”.

Badania w Polsce i innych krajach wykazują, że większość myśliwych została od dziecka
socjalizowana do polowania. Ta socjalizacja obejmuje normalizację przemocy, które osiągana jest na drodze stopniowego wdrażania dziecka do polowania m.in. przez pokazywanie w pozytywnym kontekście zabitych zwierząt i ich części jako trofeów łowieckich czy atrakcyjne bajanie o przygodach myśliwskich.

Na tym etapie pewna część dzieci przeżywa traumę, której skutkiem jest psychiczne
obciążenie dorosłych przez wspomnienia młodości zdominowanej przez przemocowy etos łowiecki. Nie wiadomo i pewno nie będzie wiadomo jaka to jest część ponieważ (1) wymagałoby identyfikacji niepolującego potomstwa myśliwych, co jest niemożliwe bez
współpracy z PZŁ. (2) Wielu ludzi ma opory przez ujawnianiem i krytyką negatywnych doświadczeń z dzieciństwa w rodzinnym domu.

Niestety wiele dzieci wzoruje się na autorytecie rodziców i przestaje zwracać uwagę na śmierć i cierpienie zwierząt i postrzegać zło polowania na długo zanim staną się zdolne do oceny etycznej własnej działalności. A zdolność do refleksji meta-etycznej (czyli nad zastaną moralnością) zaczyna się właśnie około wieku pełnoletności, najwcześniej w wieku ok. lat 16. I właśnie dlatego socjalizacja do polowania jest pogwałceniem Konstytucji, która nakazuje uwzględnienie stopnia dojrzałości dziecka. Normalizacja przemocy umożliwia uzależnienie od polowania, a polowanie jest przypadkiem instrumentalnej agresji, która stymuluje układ nagrody w mózgu i dlatego jest odczuwana jako przyjemność. Zespół niemieckich psychologów i psychiatrów (T. Elbert, M. Schauer, J. K. Moran) z Uniwersytetu w Konstanz i Szpitala Charité w Berlinie nazwał taką agresję agresją apetencyjną. Ten sam mechanizm powtarzanej stymulacji układu nagrody, który prowadzi do uzależnienia myśliwych od zabijania zwierząt uzależnia dzieci-żołnierzy w Kongo od zabijania ludzi.

A uzależnienie utrudnia zaprzestanie procederu nawet przy narastającym moralnym niepokoju. Dlatego krytyczne znacznie dla oceny skutków uzależniania dzieci od polowania ma pytanie jak to się odbija na ich późniejszym życiu. Bo przecież parady i święta myśliwskie sprawiają wrażenie klubu zadowolonych z siebie mężczyzn (z niewielką domieszką kobiet,
których motywy pozostają słabo poznane). Może się więc wydawać, że przynależność do tego klubu wychodzi na dobre znacznej części jego członków. Ale wcale nie wiadomo jaka to część i jaki jest indywidualny koszt tego zadowolenia dla samych myśliwych.

Są mocne dane wskazujące, że wśród myśliwych jest bardzo podwyższona częstość
samobójstw
. Podczas gdy średnia dla wszystkich zajęć psychiatrycznie normalnych ludzi oscyluje wokół 30 (28-32) na 100 tysięcy, to dla myśliwych badanie na Nowej Zelandii wykazało 78/100 000. Badanie w USA dla myśliwych, leśników, rybaków i rolników łącznie wykazało 48/100 000, więc pewno dla samych myśliwych ten wskaźnik byłby wyższy.

W Polsce Anna Dropiewska-Nowak i Magdalena Cychowska opublikowały „Analizę
przypadków samobójstw w materiale sekcyjnym Katedry Medycy Sądowej Collegium Medicum w Bydgoszczy Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu w latach 2011-2020”. Analiza obejmowała 45% samobójstw z Województwa Kujawsko-Pomorskiego. Znając liczbę myśliwych w tym województwie i zakładając, że zbadana próba jest reprezentatywna dla całego województwa, wyliczyłem, że częstość samobójstw myśliwych w Województwie
Kujawsko-Pomorskim w latach 2011-2020 wynosiła 87,3/100 000 czyli była nieco – o 9% — wyższa niż na Nowej Zelandii. W tych latach częstość męskich samobójstw w Polsce wahała się w przedziale od 33,5/100 000 do 23,7/100 000.

Fakt, że myśliwi zabijają się od 2.6 do 3,7 razy częściej niż Polacy niewątpliwe zdradza negatywny wpływ polowania na psychikę części myśliwych. Nasuwa to hipotezę, że nieliczni znani renegaci myślistwa są wierzchołkiem piramidy psychicznego obciążenia i moralnego dyskomfortu. Są godnymi najwyższego uznania wyjątkami, bo udało im się wyzwolić z nałogu zabijania, ale nałóg ten nadal zniewala do zbrodni wielu innych.

Czy zatem odpowiedzialne jest uzależniane dzieci od krwawych zabaw w klubie, który ma
problem z samobójstwami członków? W klubie, który ma odpowiednio negatywny odbiór społeczny?

Badania opinii publicznej nie pozostawiają wątpliwości, że większości polskiego
społeczeństwa wyraża negatywną opinię o łowiectwie, potępia polowanie „rekreacyjne” jako okrutne i, konsekwentnie, jest zdecydowanie przeciwna udziałowi dzieci w polowaniach. Są też inne, pozaetyczne powody negatywnego stosunku do myśliwych, w szczególności narastająca obawa przed myśliwymi, którzy w sensie społecznym zawłaszczyli lasy.

Dlatego uzależnienie od polowania w dzieciństwie skazuje dorosłe osoby na ograniczenie kontaktów społecznych, szczególnie w sferze towarzyskiej, a czasem nawet uzasadniony ostracyzm. Dla osób publicznych polowanie czyli członkostwo w PZŁ jest obciążeniem wizerunku, dlatego się z tym kryją przez co PZŁ coraz bardziej zaczyna przypominać sektę.

Podsumowując, niezależnie od trudnej do ustalenia liczby dzieci narażonych na traumę – a przecież nawet mała mniejszość powinna się liczyć – uzależnienie dzieci od polowania skazuje wiele osób na uczestnictwo w klubie rekreacyjnych morderców, którzy są coraz gorzej postrzegani przez resztę społeczeństwa i jak się okazuje, znaczna ich część źle na tym
wychodzi.

Mamy więc amunicję aby nie tylko walczyć o zachowanie zakazu udziału dzieci w polowaniach, ale też zawalczyć o to na poziomie UE. Polska jest na razie jedynym krajem z tym zakazem i właśnie dlatego mogłaby stać się liderem postępowej etycznej inicjatywy, którą należałoby skierować do Parlamentu Europejskiego.

fot. Gerard Eviston (licencja CC BY 2.0)