
Na początku października „The New Yorker” opublikował reportaż poświęcony narastającemu konfliktowi wokół wykorzystywania koni do ciągnięcia dorożek turystycznych w nowojorskim Central Parku. Punktem wyjścia są kolejne wypadki z udziałem koni, w tym tragiczne zdarzenie z 17 czerwca 2026 r., w którym zginął 18-letni turysta z Indii, Romanch Mahajan.
Młody mężczyzna wraz z rodziną korzystał z przejażdżki dorożką, kiedy dorożkarz opuścił stanowisko, aby zrobić pasażerom zdjęcie. Pozostawiony bez nadzoru koń nagle ruszył galopem przez park. Z powozu wypadła matka 18-latka, a chwilę później również Romanch, który próbował jej pomóc. Młody mężczyzna doznał śmiertelnych obrażeń głowy. Koń pobiegł dalej, aż zderzył się z inną dorożką. Romancha przewieziono do szpitala, gdzie zmarł wskutek odniesionych obrażeń.
Tagedia ponownie rozpaliła debatę o przyszłości dorożek konnych. Organizacje działające na rzecz praw zwierząt, w szczególności NYCLASS (New Yorkers for Clean, Livable and Safe Streets), od lat domagają się zakazu tej działalności. Ich przedstawicielka, Edita Birnkrant, przekonuje, że konie są zmuszane do pracy w niebezpiecznych warunkach, narażane na stres, hałas, intensywny ruch oraz ryzyko wypadków. Zwraca również uwagę, że projekt przepisów przedstawiony w 2024 r. przewidywał zakończenie działalności dorożek już 1 czerwca 2026 r., czyli przed śmiertelnym wypadkiem. Projekt ten nie został jednak uchwalony.
Osoby eksploatujące konie bronią patotradycji.
Po drugiej stronie sporu stoją przedstawiciele branży dorożkarskiej, w tym Christina Hansen, którzy bronią dalszego wykorzystywania koni. Podkreślają historyczną rolę tych zwierząt w rozwoju Nowego Jorku oraz fakt, że dorożki są obecne w Central Parku od lat 60. XIX wieku. Wskazują również na rozbudowane regulacje dotyczące dobrostanu koni: ograniczenie czasu pracy do dziewięciu godzin dziennie, zakaz pracy w skrajnych temperaturach, obowiązkowe kontrole weterynaryjne oraz co najmniej pięciotygodniowy wypoczynek poza miastem, z dostępem do pastwisk. Zdaniem przedstawicieli branży zagrożenie wynika przede wszystkim z coraz intensywniejszego ruchu rowerów elektrycznych i innych pojazdów w parku, a nie z samego istnienia dorożek.
Reportaż pokazuje również polityczny i ekonomiczny wymiar konfliktu. Ważną postacią kampanii przeciwko dorożkom jest przedsiębiorca Steve Nislick, współzałożyciel NYCLASS, który od lat finansuje działania na rzecz zakazu. Organizacja odegrała także rolę w nowojorskiej polityce, wspierając w 2013 r. Billa de Blasio w wyborach na burmistrza. Przedstawiciele branży zarzucają aktywistom wykorzystywanie dużych środków finansowych do walki z miejscami pracy oraz podważają ich rzeczywiste motywacje.
Autor reportażu przypomina jednocześnie, jak głęboko wykorzystywanie koni było wpisane w historię Nowego Jorku. W 1900 r. na samym Manhattanie żyło około 130 tysięcy koni, wykorzystywanych między innymi w transporcie, budownictwie i zaopatrzeniu miasta. Rozwój transportu mechanicznego sprawił jednak, że ich liczba gwałtownie spadła, a dorożki stały się przede wszystkim atrakcją turystyczną.

Czyżby nastąpił przełom?
Tymczasem 13 października „The New York Times” poinformował o przełomie w sprawie przyszłości nowojorskich dorożek. Burmistrz Zohran Mamdani i przewodnicząca Rady Miasta Julie Menin osiągnęli porozumienie w sprawie przepisów przewidujących zakończenie działalności dorożek konnych na terenie całego Nowego Jorku od 1 czerwca 2028 r. Projekt, nazwany Romanch’s Law na cześć tragicznie zmarłego turysty, ma zostać poddany pod głosowanie 22 października. Menin jest przekonana, że uzyska poparcie większości radnych wystarczające nawet do odrzucenia ewentualnego weta burmistrza.
Projektowane przepisy przewidują również zabezpieczenia dotyczące przyszłości koni. Zakazane ma być sprzedawanie lub przekazywanie zwierząt z przeznaczeniem na ubój, a także przekazywanie ich do dalszej pracy w branży dorożkarskiej, również poza Nowym Jorkiem. Osobną kwestią pozostaje sytuacja pracowników branży, w której według danych związku zawodowego funkcjonuje około 150 aktywnych, licencjonowanych woźniców i 160 koni. Projekt zakłada przygotowanie programu ułatwiającego pracownikom znalezienie zatrudnienia w innych sektorach. Władze miasta rozważają również rekompensaty finansowe, choć obecne zapisy nie gwarantują ich wypłaty. Związki zawodowe krytykują proponowane rozwiązania, uznając zabezpieczenia ekonomiczne za niewystarczające.
NYCLASS z zadowoleniem przyjęła porozumienie, określając planowany zakaz jako długo oczekiwane zakończenie okrutnej i niebezpiecznej praktyki. Choć przepisy nie zostały jeszcze uchwalone, Nowy Jork znalazł się bardzo blisko zakończenia wieloletniego sporu o przyszłość dorożek konnych.
A Kraków?
Historia nowojorskich dorożek ma wiele wspólnego z sytuacją koni wykorzystywanych w Krakowie. Tutaj również argumenty o interesach ekonomicznych przedsiębiorców i rzekomo nienaruszalnej tradycji stawiane są ponad interesami samych zwierząt. Jak wielokrotnie wskazywaliśmy zarówno my, jak i inni aktywiści, konie ciągnące dorożki są narażone na długotrwały wysiłek fizyczny, hałas, wysokie temperatury, poruszanie się po twardych nawierzchniach oraz stres związany z funkcjonowaniem w zatłoczonej przestrzeni miejskiej.

Mimo tych zagrożeń 8 lipca 2026 r. Rada Miasta Krakowa odrzuciła projekt uchwały kierunkowej zmierzającej do stopniowego zastąpienia dorożek konnych alternatywnymi formami transportu turystycznego. Za projektem opowiedziało się 13 radnych, 20 zagłosowało przeciw, a 4 wstrzymało się od głosu. Co istotne, nie była to uchwała bezpośrednio zakazująca działalności dorożek, lecz dokument wyznaczający kierunki przyszłych działań władz miasta. Przewidywał między innymi opracowanie harmonogramu zmian oraz analizę możliwości wykupu koni lub przekazania ich podmiotom zapewniającym opiekę, rekonwalescencję albo emeryturę. Zatem rozwiązania zbliżone do tych, nad którymi obecnie pracują władze Nowego Jorku, były przedmiotem dyskusji również w Krakowie. Nawet tak ostrożna próba rozpoczęcia zmian nie uzyskała jednak poparcia większości radnych.
Warto przypomnieć, że wykorzystywanie koni w transporcie było historyczną koniecznością, a nie niezmienną tradycją, której należy bronić bez względu na konsekwencje. Dawne środki transportu konnego zastąpiono nowocześniejszymi rozwiązaniami niemal wszędzie. Dlaczego wyjątkiem mają pozostawać przejażdżki turystyczne? Sam fakt, że dorożki były obecne w mieście przez wiele pokoleń, nie stanowi przecież etycznego uzasadnienia dla ich dalszego funkcjonowania. Tym bardziej że historia Krakowa to również historia sprzeciwu wobec przemocy wobec zwierząt. Już w XIX wieku powstawały tutaj organizacje zajmujące się ich ochroną. Tę tradycję także warto pielęgnować.
Tradycja czy patotradycja nie usprawiedliwia eksploatacji zwierząt!
Zasadnicze pytanie nie powinno brzmieć, czy można zapewnić koniom nieco lepsze warunki pracy, lecz dlaczego w ogóle uznajemy za dopuszczalne wykorzystywanie czujących istot jako atrakcji turystycznych. Tradycja nie usprawiedliwia eksploatacji, a przestrzeganie norm dobrostanowych nie oznacza, że wykorzystywanie zwierząt staje się etyczne. Konie nie istnieją po to, by ciągnąć turystów po ulicach miast, przynosić dochody przedsiębiorcom czy stanowić element nostalgicznego krajobrazu.
Tragedia w Central Parku unaocznia również, jak niebezpieczne jest odkładanie zmian do czasu kolejnego wypadku. Problem jednak nie zaczyna się dopiero wtedy, gdy koń ulega wypadkowi albo ktoś ginie w rozpędzonej dorożce. Problem istnieje już wtedy, gdy zwierzę zostaje sprowadzone do roli narzędzia służącego ludzkiej rozrywce i zarabianiu pieniędzy.
Zarówno Nowy Jork, jak i Kraków powinny ostatecznie zerwać z tą formą uprzedmiotowienia zwierząt. Różnica polega na tym, że w Nowym Jorku przygotowywany jest już konkretny plan zakończenia tej praktyki, podczas gdy w Krakowie nawet próba wyznaczenia kierunku podobnych zmian została odrzucona.
Nie potrzeba kolejnej tragedii, żeby uznać, że czas dorożek konnych powinien dobiec końca. Ta „tradycja” powinna wylądować na śmietniku historii.
