
TL;DR: 8 lipca w czasie sesji Rady Miasta Krakowa odbyło się głosowanie nad przyjęciem uchwały zmierzającej do zastąpienia dorożek konnych transportem alternatywnym. Po długiej dyskusji, w której brały udział zarówno osoby eksploatujące zwierzęta i ich poplecznicy (w tym radni i radne), jak i osoby sprzeciwiające się temu procederowi — większość radnych zagłosowała za utrzymaniem obecnej patologii. W czasie dyskusji ze strony dorożkarzy i ich popleczników można było usłyszeć absurdalne argumenty, kłamstwa, łzawe historyjki i wyniki przestarzałych badań, ze strony ich oponentów, osób mających na uwadze przede wszystkim dobro koni, fakty bazujące na aktualnej wiedzy naukowej.
Dorożki konne w Krakowie — czy to rzeczywiście tradycja?
Dorożki konne bywają przedstawiane jako jedna z „odwiecznych” czy wielowiekowych krakowskich tradycji. Warto jednak uporządkować fakty: nie jest to praktyka sięgająca średniowiecza, dawnej lokacji miasta czy najstarszej historii Rynku Głównego. Dorożki w obecnym sensie są elementem XIX-wiecznej historii miejskiego transportu — epoki, w której koń był podstawową siłą pociągową. Później, mimo pojawienia się tramwajów elektrycznych i samochodów, dorożki nadal funkcjonowały, ale ich rola stopniowo się zmieniała: z praktycznego środka transportu stawały się coraz bardziej usługą poboczną, reprezentacyjną, a z czasem po prostu turystyczną.

Joanna Gellner, historyczka i archeolożka pracująca w Dziale Fotografii Krakowskiej Muzeum Krakowa, przypomina w artykule Zauważone! – zmiana stosunku do koni w Krakowie na przełomie XIX i XX wieku, że w XIX wieku miasta „praktycznie nie mogły się obyć” bez koni, a przedsiębiorcy cenili je „przede wszystkim ze względu na własne zyski”. Najkrótsze podsumowanie ówczesnego podejścia brzmi: „Dla nich były to żywe maszyny”. Konie napędzały transport, pracowały przy przewozie wody, w budownictwie, służbach miejskich, straży pożarnej, pogotowiu, a także w komunikacji publicznej. Dorożka była więc częścią dawnego systemu transportowego, a nie romantycznym rekwizytem stworzonym po to, by upiększać miasto.
W samym Krakowie dorożki pojawiają się w źródłach dopiero w połowie XIX wieku. Gellner podaje: „W 1850 roku było ich w Krakowie 29”. Początkowo były to „dwukonne, nieco toporne pojazdy, obsługiwane przez fiakrów”, a dopiero w 1855 roku pojawiły się lekkie dorożki jednokonne, zwane „cypcerówkami”. To ważne: mówimy o praktyce liczącej około 170 lat, nie o wielowiekowej, nieprzerwanej tradycji Krakowa.
Bardzo wymowny jest przywołany przez Gellner komentarz historyka, antykwariusza i badacza dziejów Krakowa Ambrożego Grabowskiego, który opisywał pojawienie się jednokonnych dorożek: „Te niezbędne ku wygodzie publicznej powozy dotąd niepotrzebnie zaprzęgano parą koni, kiedy jeden tąż samą posługę dopełnić może, a oszczędność przy żywieniu drugiego konia będzie znaczną […], a urośnie stąd korzyść i dla publiczności, bo cena najmu fiakra jednokonnego mniejszą będzie”. Ten cytat dobrze pokazuje, że koń nie był traktowany jako partner czy podmiot troski, lecz jako koszt eksploatacji. Jak komentuje Gellner: „Koń jawił się jedynie jako środek do zarabiania pieniędzy”.

Jeśli uznajemy dorożki za „tradycję”, to konsekwentnie musielibyśmy podobnie traktować inne dawne formy końskiego transportu: omnibusy konne, tramwaje konne, konne pojazdy służb oczyszczania miasta, konną straż pożarną czy konne karetki pogotowia. Tymczasem wszystkie te formy zostały zastąpione, gdy pojawiły się lepsze rozwiązania techniczne. W 1875 roku w Krakowie wprowadzono pierwsze omnibusy konne, w 1882 roku uruchomiono pierwszą linię tramwaju konnego, a 16 marca 1901 roku na ulice Krakowa wjechały pierwsze tramwaje elektryczne, o czym pisze Joanna Gellner w artykule Nie tylko „zaczarowana dorożka” – koń w przestrzeni miejskiej XIX-wiecznego Krakowa.
Co szczególnie istotne, nawet w umowie dotyczącej organizacji tramwaju konnego przewidziano możliwość odejścia od siły końskiej. W artykule XVII zastrzegano, że „w razie wynalezienia i rozpowszechnienia innych sposobów siły pociągowej aniżeli zwykła siła końska” przedsiębiorstwo ma „zastosować się do tego bezwzględnie” (cytaty z „Dziennika Rozporządzeń dla Stołecznego Miasta Krakowa” za artykułem Gellner „Nie tylko »zaczarowana dorożka«…”). To podważa argument, że praca koni w transporcie miejskim była czymś nietykalnym. Przeciwnie: była rozwiązaniem technicznym, które miało zostać zastąpione, gdy tylko pojawi się alternatywa.

Sposób obrony eksploatacji koni w Krakowie nie różni się specjalnie od tego, jak wygląda i/lub wyglądało to w innych zakątkach świata. W wielu krajach praktyki krzywdzące zwierzęta przez lata broniono jako „dziedzictwo”, „lokalny zwyczaj” albo „część kultury”. Jedne nadal trwają mimo krytyki, jak corridy czy walki kogutów w miejscach objętych wyjątkami prawnymi; inne zostały zakazane, jak polowania z psami w Anglii i Walii, corrida w Kolumbii czy przemysł psiego mięsa w Korei Południowej. To pokazuje, że postęp etyczny bardzo często polega nie na niszczeniu historii, lecz na odwadze, by powiedzieć: ta część historii powinna zostać za nami.
Seb Alex w swojej książce „Kiedy prawa zwierząt spotykają się z logiką” napisał następujące słowa:
Żadne działanie nie może być akceptowane jako moralne tylko dlatego, że było preferowane w przeszłości. Często tradycje są przekazywane z pokolenia na pokolenie i nikt nie kwestionuje tego, że są one moralne, słuszne, czy dobre. (…)
Ludzie zabijają się, kradną, zniewalają, torturują itd. od tysięcy lat. Czy to znaczy, że powinniśmy to kontynuować? Czy to znaczy, że jest to uzasadnione?
Oczywiście, że nie. Żadna osoba przy zdrowych zmysłach nie twierdzi, że te działania są uzasadnione tylko dlatego, że powielamy je od tysięcy lat. Na tej samej zasadzie nie możemy wykorzystywać odwołania do tradycji jako usprawiedliwienia dla eksploatacji innych zwierząt przez nas. To nie jest powód, tak naprawdę, jest to brak powodu.
Kraków ma lepszą tradycję — ochronę zwierząt
Historia Krakowa to nie tylko historia wykorzystywania koni do transportu, pracy i zarabiania pieniędzy. To również historia ludzi, którzy już w XIX wieku dostrzegali cierpienie zwierząt i próbowali mu przeciwdziałać.
W 1875 roku powstał krakowski oddział Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami, a w 1877 roku zawiązano Krakowskie Stowarzyszenie Ochrony Zwierząt. Joanna Gellner w artykule „Zauważone! – zmiana stosunku do koni w Krakowie na przełomie XIX i XX wieku” podkreśla, że lokalny ruch ochrony zwierząt w Krakowie nabrał rozpędu właśnie wraz z powstaniem tego Stowarzyszenia.
Nie była to działalność symboliczna ani marginalna. Stowarzyszenie od początku rozumiało ochronę zwierząt jako pracę społeczną, edukacyjną i instytucjonalną. Jego działacze zabiegali o zaangażowanie władz, nauczycieli, szkół, duchowieństwa i lokalnych wspólnot religijnych. Chodziło o zmianę społecznej wrażliwości, a więc o coś znacznie głębszego niż pojedyncze interwencje. To była próba przesunięcia granic tego, co mieszkańcy miasta uznawali za dopuszczalne wobec zwierząt.
W 1880 roku „Przyjaciel Zwierząt. Organ Krakowskiego Stowarzyszenia Ochrony Zwierząt” pisał (całość w pdf-ie pod cytatem):
Skip to PDF contentU nas niestety dotąd jeszcze w wielu wypadkach nie to jest prawdą, co nią jest rzeczywiście, lecz co pewne stronnictwa, pewni ludzie czasem chcą mieć prawdą, szczególnie jeżeli to pochlebia panującym przesądom i uprzedzeniom, którym się pobłaża dla rozmaitych korzyści. Dla nich zaprzeczyć prawdzie jasnej jak słońce, kłamstwo umyślnie postawić w miejscu prawdy, wyszydzić i błotem obrzucić tych, co mają odwagę odezwać się z nią i przemawiać za nią, nie jest rzadkim u nas zjawiskiem.
Do prawd, gdzieindziej dawno przyznanych i uznanych, u nas niestety rażących jeszcze bardzo wielu, należą właśnie te dwie, że zwierzęta względem człowieka mają -pewne prawa, a człowiek względem nich pewne obowiązki. Czy zwierzę nie ma tejsamej racyi bytu w całości stworzenia, co człowiek? i skąd to zarozumienie, że tylko człowiekowi służą pewne prawa, a zresztą żadnemu inne mu stworzeniu?
(…) Niepodobna także zamilczeć o powszechnym przesądzie, jakoby domaganiem się ludzkiego obchodzenia się z zwierzętami i obstawaniem za nim, a szczególnie pociąganiem do odpowiedzialności przeciwnie działających ubliżano sobie. Przeciwnie mam odwagę twierdzić, że milczenie i zamrużanie oczu w takich wypadkach jest ubliżeniem sobie, bo świadczy o braku wiedzy, o braku uczucia w ogóle, a litości w szczególności. Rozumem jedynie i przebiegłością góruje i panuje człowiek nad zwierzęciem; bardzo często niestety stoi moralnie niżej od niego, co być nie powinno
i nad czym tylko ubolewać wypada. Atoli nie jestże to poniżeniem siebie samego, wyszydzeniem tej inteligencyi własnej, policzkiem wyciętym temu to rozumowi, iż go człowiek używa i nadużywa do znęcenia się nad biednym bezbronnym, opuszczonym
zwierzęciem, któremu w wielkiej części zawdzięcza materyjalny byt swój? Znęcać się nad biednym zwierzęciem, bezbronnym w obec wspomnianej inteligencyi, t. j. rozumu i przebiegłości człowieka, katować je i męczyć jest bezeceństwem, jest haniebną plamą ciążącą na człowieku w historyi tak zwanej kultury jego (…)”.
Najważniejszymi zwierzętami w tej historii były konie. Nie dlatego, że otaczał je sentymentalny kult, ale dlatego, że należały do najbardziej eksploatowanych istot w miejskiej przestrzeni. Gellner pisze, że konie wykorzystywano do najcięższych prac i traktowano jak „żywe maszyny”.
Skala nadużyć była dobrze widoczna już w ówczesnych statystykach. Jak można przeczytać w artykule W obronie koni, psów i ptaków niechaj przoduje w Polsce Kraków. Z dziejów opieki nad zwierzętami w Krakowie (1875–1914): od stycznia do września 1879 roku krakowska policja ukarała 47 osób za dręczenie zwierząt, z czego aż 39 spraw dotyczyło koni — przede wszystkim bicia i nadmiernego obciążania. Interwencje dotyczyły między innymi koni dorożkarskich, koni remontowych i zwierząt wykorzystywanych przy ciężkich pracach transportowych.
To bardzo ważny kontekst dla obecnej rozmowy o dorożkach. Jeżeli ktoś mówi, że dorożki są „krakowską tradycją”, można odpowiedzieć: krakowską tradycją jest także sprzeciw wobec krzywdzenia koni. I jest to tradycja niemal równoległa wobec rozwoju miejskiego transportu konnego. Już wtedy, gdy konie były podstawą miejskiej komunikacji i pracy, pojawiali się ludzie, którzy widzieli w nich nie narzędzia, ale czujące istoty wymagające ochrony.
Krakowska tradycja ochrony zwierząt nie ograniczała się zresztą do koni. Działacze interesowali się również losem psów, ptaków, bydła rzeźnego czy ryb. Próbowali zwalczać brutalność wobec psów, zwracali uwagę na szkodliwość niektórych miejskich przepisów, interweniowali w sprawach ptaków i zwierząt wykorzystywanych gospodarczo.
Dlatego pytanie nie powinno brzmieć: czy dorożki są częścią historii Krakowa? Oczywiście są. Pytanie brzmi raczej: którą część tej historii chcemy dziś uznać za zobowiązującą? Możemy kontynuować tradycję eksploatacji zwierząt dla wygody, turystycznej atrakcji i zysku. Możemy też wybrać inną tradycję — tę, która od XIX wieku próbowała ograniczać cierpienie zwierząt i poszerzać granice miejskiej odpowiedzialności.
Kraków nie musi bronić każdej dawnej praktyki tylko dlatego, że kiedyś istniała. Miasto może świadomie wybrać lepsze dziedzictwo: tradycję wrażliwości, troski i ochrony tych, którzy przez lata byli traktowani jak element miejskiej infrastruktury. W tym sensie rezygnacja z dorożek konnych nie byłaby zerwaniem z historią Krakowa. Byłaby kontynuacją jednej z jej najlepszych tradycji.
Warto też dopowiedzieć, że ta krakowska tradycja nie urwała się wraz z końcem XIX wieku. W dwudziestoleciu międzywojennym Kraków pozostał jednym z ważnych ośrodków walki o ochronę zwierząt. Remigiusz Kasprzycki w artykule Krakowianie w walce o ochronę zwierząt w II Rzeczypospolitej podkreśla, że już przed I wojną światową Kraków był miastem, „w którym problematyce zwierząt poświęcano wiele uwagi”, czego świadectwem była aktywna działalność Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami i wydawanego przez nie pisma „Obrońca Zwierząt”.
Skip to PDF contentPo odzyskaniu niepodległości działalność ta nabrała nowego rozmachu. W 1928 roku w Krakowie powstał Związek Opieki nad Zwierzętami, którego siedziba mieściła się przy pl. Matejki. W jego władzach znaleźli się m.in. inż. Karol Barwicz, dawny dyrektor Dyrekcji Okręgowych Kolei Państwowych w Krakowie, oraz dr Zdzisław Wawrausch, były prezydent miasta. To ważne, bo pokazuje, że ochrona zwierząt nie była marginalnym hobby kilku osób, lecz sprawą angażującą ludzi nauki, administracji, kultury i życia publicznego.
Ten sam okres przyniósł również ważny przełom prawny. 22 marca 1928 roku ukazało się rozporządzenie Prezydenta RP o ochronie zwierząt. Jego pierwsze zdanie brzmiało: „Znęcanie się nad zwierzętami jest wzbronione”. W przepisach wskazywano, że znęcaniem jest m.in. bicie, przeciążanie, niewłaściwe przewożenie, straszenie i drażnienie zwierząt. Naruszenie tych regulacji mogło skutkować grzywną do 2000 zł albo sześcioma tygodniami aresztu.
Szczególne miejsce w tej działalności zajmowały konie. Kasprzycki pisze wprost, że do głównych celów takich organizacji jak Polska Liga Przyjaciół Zwierząt i krakowski Związek Opieki nad Zwierzętami należała „obrona pracujących ponad siły koni”. Działacze zwracali uwagę na bicie, przeciążanie i wykorzystywanie zwierząt zaprzęgowych. Co istotne, obrona koni spotykała się z oporem: aktywiści byli narażeni na szyderstwa, złośliwości, a „wśród dorożkarzy wręcz agresję”. Brzmi znajomo, prawda? Czasy się zmieniają, chamstwo i agresja wśród osób eksploatujących zwierzęta pozostała taka sama.
Krakowscy działacze nie ograniczali się do ogólnych haseł. W 1934 roku Związek Opieki nad Zwierzętami apelował, aby kuracjusze i turyści w Zakopanem i Krynicy bojkotowali dorożki, do których zaprzęgnięte były zwierzęta „źle utrzymane i przemęczone”. Wzywano także do zwracania uwagi na zaprzęgi i unikania przeciążania dorożek. Apel ten wydrukowano we wszystkich krakowskich dziennikach.
W tym kontekście szczególnie mocno brzmią słowa Zygmunta Nowakowskiego, pisarza, aktora i prezesa krakowskiego ZOZ. Przywołując reakcję Johna Galsworthy’ego, angielskiego noblisty, Nowakowski pisał, że cudzoziemiec oceniał Polaków „według tego, jak obchodzimy się ze zwierzętami”, a widział, że „obchodzimy się po barbarzyńsku”. To zdanie dobrze pasuje do dzisiejszej debaty o dorożkach: stosunek do zwierząt zawsze był także miarą społecznej dojrzałości miasta.
Krakowska tradycja ochrony zwierząt miała też wymiar edukacyjny. W latach trzydziestych w krakowskich szkołach prowadzono szeroką akcję uwrażliwiania dzieci i młodzieży na los zwierząt. Kazimiera Treterowa i Zygmunt Nowakowski rozesłali do nauczycieli ankietę, pytając m.in., czy „rozbudzenie miłości do zwierząt w dzieciach może być środkiem wychowawczym” oraz czy warto wprowadzić do szkół obowiązkowe nauczanie o ochronie zwierząt. Od 1933 roku w krakowskich szkołach działały Kółka Młodych Przyjaciół Zwierząt.
Najbardziej konkretnym symbolem tej tradycji było jednak powstanie 26 marca 1934 roku przy ul. Zwierzynieckiej 42 pierwszego w Polsce ambulatorium zwierzęcego prowadzonego przez organizację opiekującą się zwierzętami. Od końca marca do końca grudnia 1934 roku przyjęto w nim ponad 2500 zwierząt, a do połowy listopada 1935 roku zdiagnozowano lub leczono około ośmiu tysięcy zwierzęcych pacjentów. Trafiały tam głównie psy i koty, ale także bociany, wydry czy wiewiórki.
Dlatego mówiąc o krakowskich tradycjach, nie trzeba zatrzymywać się przy dorożkach. Kraków ma również tradycję ludzi, którzy bronili przeciążanych koni, krytykowali przemoc wobec zwierząt, naciskali na władze, edukowali dzieci, organizowali społeczne kampanie i tworzyli instytucje realnej pomocy. To właśnie ta tradycja — tradycja wrażliwości, sprzeciwu wobec cierpienia i praktycznego działania — zasługuje dziś na kontynuację.
Uchwała Komisji Ochrony Środowiska
Przejdźmy do czasów współczesnych. 24 czerwca Komisja Ochrony Środowiska Rady Miasta Krakowa jednogłośnie podjęła uchwałę w sprawie ustalenia kierunków działania dla Prezydenta Miasta Krakowa, zmierzających do zastąpienia dorożek konnych alternatywnym transportem. Co istotne, w skład Komisji wchodzą osoby z różnych klubów, w tym opozycyjnych: Joanna Hańderek (Klub Radnych „Nowa Lewica”), Eliza Dydyńska-Czesak (Klub Radnych „Kraków dla Mieszkańców”), Grzegorz Garboliński (Klub Radnych „Nowa Lewica”), Małgorzata Kot (Klub Radnych „Prawo i Sprawiedliwość”), Edyta Nowak (Klub Radnych „Koalicja Obywatelska”), Edward Porębski (Klub Radnych „Prawo i Sprawiedliwość”).
W uzasadnieniu uchwały zapisano:
Zgodnie ze współczesną wiedzą, oraz najnowszymi badaniami wiemy, że konie w zaprzęgach dorożkarskich narażone są na:
- Uszkodzenie kopyt (Wielogodzinna praca na twardych nawierzchniach może uszkodzić kopyta, nawet gdy są odpowiednio podkute. A to powoduje ból przy każdym kroku. American Veterinary Medical Association zaleca, aby konie były okresowo utrzymywane na miękkich powierzchniach (tj. pastwiskach), aby uniknąć uszkodzeń i poprawić krążenie w kopytach. W większości obszarów miejskich konie nie mają regularnego dostępu do pastwisk przez większość roku. W przypadku koni pracujących w centrum Krakowa mamy do czynienia z podkowami „warszawskimi”, czyli z gumowym obcasem, który przebudowuje cały układ ruchu zwierząt. A to powoduje, że szybko nie są zdatne do pracy w ogóle.
- Choroby układu oddechowego: konie pracujące szczególnie w mocno zatłoczonych miastach, spędzają większość dnia wdychając spaliny z samochodów znajdujących się bezpośrednio w ich otoczeniu. Konie pracują w pyle bitumicznym, jaki same odkuwają z asfaltu, soli drogowej i innych zanieczyszczeniach drogowych. Długotrwałe narażenie na te czynniki prowadzi do wielu chorób układu oddechowego, w tym zapalenia oskrzeli, nieżytu nosa, alergii czy nawracającej choroby obturacyjnej (RAO).
- Urazy i wypadki: W środowisku miejskim konie zaprzęgowe są narażone na stały, wysoki poziom hałasu — do 100 razy głośniejszy niż typowa rozmowa (często 80–100 dB), co powoduje ich nieustanny stres, oraz możliwość spłoszenia prowadzącego do kontuzji i wypadków. Dodatkowo dorożki i konie nierzadko strojone są w dzwonki, i inne ozdoby powodujące niepokojące i drażniące je dźwięki (stukanie, dzwonienie, etc), co wpływa negatywnie na ich samopoczucie.
- Kłopoty z termoregulacją: temperatura termoneutralna u koni to od 5 do 25 stopni Celsjusza. W tym przedziale (pod warunkiem odpowiedniej wilgotności powietrza) konie zużywają najmniej energii na termoregulację. W centrach miast konie narażone są na przegranie i komplikacje zdrowotne wynikające z obciążeń nadmiernym nagrzaniem. Dodatkowo konie ozdabiane są np.: metalowymi ozdobami, które nagrzewają się w upały, co powoduje dodatkowy dyskomfort.
- Występowanie mięśniochwatu: W Krakowie najwięcej wypadków koni, pracujących w centrum miasta, jest związanych z mięśniochwatem. Najczęściej występuje on u zwierząt, które mimo przerwy w pracy nadal są karmione dawką pokarmową dla zwierząt pracujących. Jego występowanie wiąże się często także z nadmiernym wysiłkiem i zbyt ostrym treningiem/pracą w stosunku do możliwości fizycznych konia. Zdarza się, że nawet, kiedy konie pracujące w centrum Krakowa już manifestują pierwsze objawy mięśniochwatu – powożący nie reagują. Konie pracują nadal, z coraz większym bólem, a co za tym idzie – dochodzi do zaostrzenia stanu chorobowego. Mięśniochwat prowadzi to do konieczności poddania konia eutanazji.
- Zaburzenie dobrostanu psychicznego koni. Wedle badań sporządzonych dla Ministerstwa Klimatu i Środowiska wynika, że koń domowy jest gatunkiem wysoce płochliwym, ewolucyjnie przystosowanym do ucieczki, na co wskazuje neurobehawior koni i ich biomechanika ciała – mała gęstość kości, umiejscowienie i budowa mięśni, synchronizacja oddechu z dynamiką ruchu, a także wysoka wrażliwość sensoryczna na bodźce eksteroceptywne. Cechy te łączą się z wysoką reaktywnością emocjonalną koni, doznawaną w postaci negatywnych stanów afektywnych (niepokoju, strachu i lęku) oraz wzmacnianą przez tzw. zarażanie emocjonalne, czego efektem bywa uruchomienie behawioralnej reakcji ucieczkowej. Ani struktura systemu poznawczego i aparatury percepcyjnej koni, ani ich budowa biomechaniczna nie predysponują koni do wykonywania fizycznej pracy ciągnięcia dorożek w mieście.
- Stres spowodowany przebywanie w ruchu ulicznym zaczyna się w przypadku dorożkarskich koni w Krakowie jeszcze nim zaczną pracować. Konie nie są dowożone do centrum miasta, ale muszą pokonać wiele kilometrów ciągnąc dorożki, by do pracy dotrzeć. W tym czasie narażone są na wdychanie spalin z aut, za którymi idą oraz na wysoki poziom stresu podczas poruszania się w korkach. Często idąc do pracy powodują korki, co wpływa stresująco na kierowców.
Sama uchwała brzmiała następująco:
Na podstawie art.18 ust. 2 pkt 2 ustawy z dnia 8 marca 1990 roku o samorządzie gminnym (tekst jednolity: Dz. U. z 2019 roku poz. 506 zm. 1309) uchwala się, co następuje:
§ 1. Ustala się dla Prezydenta Miasta Krakowa kierunki działania polegające na podjęciu możliwych, koniecznych i prawnie dopuszczalnych działań, zmierzających przekształcenia dorożek w mieście Krakowie z dorożek ciągniętych przez konie na alternatywny transport jak: dorożki elektryczne, turystyczne pojazdy elektryczne, lub inne bez użycia pracy koni.
§ 2. Opracowania harmonogramu i terminarza zmiany – wyeliminowania koni z pracy w zaprzęgu na rzecz wprowadzenia elektrycznych zamienników. Harmonogram i plan prac powinien uwzględnić harmonogram przejścia na inne formy transportu turystycznego, oraz analizy sytuacji koni: z uwzględnieniem wykupu koni przez podmioty gwarantujące im rekonwalescencję czy emeryturę.
§ 3. W przypadku zaistnienia jakichkolwiek wątpliwości natury interpretacyjnej, zapisy zawarte w niniejszej uchwale należy rozumieć wyłącznie jako wytyczną, zalecenie, sugestię, cel, priorytet czy też wskazówkę o charakterze ogólnym, skierowane przez Radę Miasta Krakowa do Prezydenta Miasta Krakowa, co niezależnie od innych form interpretacji stanowi wykładnię autentyczną, posiadającą formalną moc wiążącą co do norm przez siebie uchwalonych, dokonaną przez Radę Miasta Krakowa jako organ stanowiący Gminy Miejskiej Kraków,
§ 4. Wykonanie uchwały powierza się Prezydentowi Miasta Krakowa,
§ 5. Uchwała wchodzi w życie z dniem podjęcia.

Sesja Rady Miasta Krakowa
8 lipca 2026 r. odbyła się LVI sesja Rady Miasta Krakowa w czasie której przewodnicząca Komisji Ochrony Środowiska złożyła wniosek o wprowadzenie projektu (uchwały na podstawie druku nr 1365) w trybie nagłym, na co większością głosów zgodziła się Rada Miasta. W czasie sesji wypowiadali się radni i radne oraz osoby spoza sali.
Poniżej wystąpienia większości osób, które stanęły po stronie koni, a nie po stronie partykularnego interesu garstki prywatnych przedsiębiorców, z których większość płaci podatki poza Krakowem.
Monika Kohut, prezeska naszej Fundacji powiedziała, dlaczego warto przychodzić na sesje Rady Miasta i zabierać głos, zwłaszcza wiedząc że usłyszy się ogromną ilość zwyczajnych bzdur okraszonych butą i arogancją:
Uważam, że udział w sesji Rady Miasta, podczas której rozstrzygają się tak ważne sprawy jak wycofanie dorożek z krakowskiego Rynku, powinien być dla każdej mieszkanki i każdego mieszkańca czymś niezwykle istotnym — wręcz obywatelskim obowiązkiem.
Choć sprawy nie potoczyły się zgodnie z oczekiwaniami strony społecznej ani wnioskodawczyni projektu uchwały, miałam okazję utwierdzić się w przekonaniu, że utrzymanie obecnego stanu rzeczy służy przede wszystkim interesom kilku przedsiębiorców. Dosłownie sześciu.
Czy ktokolwiek byłby w stanie uwierzyć, że interes tak niewielkiej grupy może okazać się ważniejszy niż los blisko 300 koni? Jak się okazało — może.
Mam nadzieję, że podczas kolejnych wyborów do Rady Miasta stosunek poszczególnych kandydatek i kandydatów do kwestii prozwierzęcych stanie się jednym z najważniejszych kryteriów decydujących o udzieleniu im poparcia. Dzisiejsze deklaracje i głosowania warto zapamiętać, ponieważ pokazują, czyje interesy są dla nich naprawdę ważne.
Wyniki głosowania
8 lipca większość radnych zagłosowała przeciwko dobru koni, ważniejszy był dla nich interes niewielkiej grupy miłośników eksploatacji koni.
Głosów za: 13
Głosów przeciw: 20
Głosów wstrzymujących się: 4
Obecnych podczas głosowania: 37
Nie brało udziału w głosowaniu: 0
Nieobecnych: 6
Jak głosowali radni:
Anna Bałdyga – Przeciw
Michał Ciechowski – Przeciw
Bogumiła Drabik – Przeciw
Michał Drewnicki – Przeciw
Eliza Dydyńska-Czesak – Za
Grażyna Fijałkowska – Wstrzymuje się
Grzegorz Garboliński – Za
Łukasz Gibała – Za
Joanna Hańderek – Za
Marek Hohenauer – Za
Mariusz Kękuś – Przeciw
Bartłomiej Kocurek – Przeciw
Jakub Kosek – Przeciw
Małgorzata Kot – Za
Zbigniew Kożuch – Przeciw
Renata Kucharska – Przeciw
Tomasz Leśniak – Za
Agnieszka Łętocha – Wstrzymuje się
Łukasz Maślona – Za
Magdalena Mazurkiewicz – Przeciw
Piotr Moskała – Przeciw
Edyta Nowak – Za
Aleksandra Owca – Za
Agnieszka Paderewska – Wstrzymuje się
Włodzimierz Pietrus – Przeciw
Renata Piętka – Za
Agnieszka Pogoda-Tota – Przeciw
Edward Porębski – Przeciw
Małgorzata Potocka – Za
Edyta Sikora – Przeciw
Marek Sobieraj – Przeciw
Michał Starobrat – Wstrzymuje się
Grzegorz Stawowy – Przeciw
Krzysztof Sułowski – Przeciw
Alicja Szczepańska – Przeciw
Rafał Zawiślak – Za
Maciej Żmuda – Przeciw
Dorożkarski januszex czyli co dalej?
Czy fakt, że większość Rady Miasta Krakowa zagłosowała przeciwko uchwale kierunkowej oznacza, że walka o konie wykorzystywane do ciągnięcia dorożek, a właściwie disneyowskich karoc, została zakończona? Oczywiście, że nie.
Zwłaszcza, że — jak można było usłyszeć w czasie dyskusji — dorożkarze łamali prawo pracy, traktując swoje „naganiaczki”, jak wolontariuszki. Mała podpowiedź dla każdego miłośnika januszexów: to nielegalne. W sprawę zostanie zaangażowana m.in. Państwowa Inspekcja Pracy.
W dalszym ciągu monitorowane i zgłaszane odpowiednim instytucjom będzie (nie)przestrzeganie przez dorożkarzy przepisów, zarówno zapisów umowy z Gminą Miejską Kraków, jak i wynikających z aktów prawnych wyższego rzędu: Ustawy Prawo o ruchu drogowym, Ustawy o ochronie zwierząt, Rozporządzenia Ministra Infrastruktury w sprawie warunków technicznych pojazdów oraz zakresu ich niezbędnego wyposażenia oraz — last but not least — Rozporządzenia Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi w sprawie minimalnych warunków utrzymywania gatunków zwierząt gospodarskich innych niż te, dla których normy ochrony zostały określone w przepisach Unii Europejskiej.
Już na sam koniec: niebawem opublikujemy poradnik dla osób, które chciałyby się włączyć w monitorowanie patodziałalności dorożkarskiej.

Źródła:
- Gellner, J. (2021). Nie tylko „zaczarowana dorożka” – koń w przestrzeni miejskiej XIX-wiecznego Krakowa. Zoophilologica. Polish Journal of Animal Studies, (1 (7), 1–14. https://doi.org/10.31261/ZOOPHILOLOGICA.2021.07.03
- Gellner, J. (2021). Zauważone! – zmiana stosunku do koni w Krakowie na przełomie XIX i XX wieku. W Almanach antropologiczny. Communicare. Tom 8. Miasta/Zwierzęta (s. 90–101). Uniwersytet Warszawski. Wydawnictwa Uniwersytetu Warszawskiego. https://doi.org/10.31338/uw.9788323548805.pp.90-101
- Gellner, J. (2018). W obronie koni, psów i ptaków niechaj przoduje w Polsce Kraków. Z dziejów opieki nad zwierzętami w Krakowie (1875–1914). Krzysztofory. Zeszyty Naukowe Muzeum Historycznego Miasta Krakowa, 36, 97–116.
https://muzeumkrakowa.pl/krzysztofory-zeszyty-naukowe-nr-36 - Kasprzycki, R. (2017). Krakowianie w walce o ochronę zwierząt w II Rzeczypospolitej. Przegląd Historyczny, 108(4), 47–72. https://przegladhistoryczny.uw.edu.pl/zeszyty/ph2017_t108_z4/
- Alex, S. (2021). Kiedy prawa zwierząt spotykają się z logiką.
https://www.sebalex.org/ebook - Przyjaciel Zwierząt: Organ Krakowskiego Stowarzyszenia Ochrony Zwierząt, 2(1–2). (1880, styczeń–luty). https://jbc.bj.uj.edu.pl/dlibra/publication/355134/edition/338888
