Dzień Królika? Pomyśl o jego cierpieniu!

Dzień Królika. To mógłby być kolejny dzień pełen zdjęć miękkich uszu, nosków i króliczych łapek. Ale jeśli naprawdę chcemy mówić dziś o królikach, musimy mówić przede wszystkim o tym, co im robimy.

Niestety jest tak, że królik w naszym społeczeństwie może być „ukochanym pupilem”, a chwilę później – mięsem, futrem albo rzeczą, której można się pozbyć, kiedy przestaje być wygodna.

Tylko w pierwszym półroczu ubiegłego roku w polskich ubojniach – jak informował Główny Urząd Statystyczny zabito niemal 570 tysięcy królików (dane za drugie półrocze oraz za obecny rok objęte są tajemnicą statystyczną). Setki tysięcy zwierząt, które chciały żyć, unikały bólu i zagrożenia, miały swoje potrzeby i zachowania – a ich życie zostało podporządkowane zyskowi. Krwawej kasie.

Króliki są także zabijane po to, by wykorzystać ich skóry i futro. Co szczególnie znamienne, zostały wyłączone z polskiego zakazu komercyjnej hodowli zwierząt futerkowych. Ustawa wprost przewiduje wyjątek dla królika (Oryctolagus cuniculus). Podczas prac parlamentarnych uzasadniano to tym, że króliki hoduje się przede wszystkim na mięso, a ich futra są następnie wykorzystywane.

To bardzo wiele mówi o granicach naszej „ochrony zwierząt”. Skoro królik należy do kategorii zwierząt zjadanych, jego ciało nadal może być źródłem kolejnych produktów. Mięso trafia na talerz, skóra może stać się futrem. Status „zwierzęcia zjadanego” wciąż działa jak przyzwolenie na daleko idące wykorzystanie jego ciała.

Króliki są również wykorzystywane w doświadczeniach. W 2023 r. w państwach UE i Norwegii 349 055 królików wykorzystano po raz pierwszy do celów naukowych – stanowiły 4,4% wszystkich zwierząt użytych po raz pierwszy w procedurach (informacja za „Staff working document – Summary report on statistical information on the use of animals for scientific purposes in the Member States of the European Union and Norway in 2023„, opublikowanym w marcu 2026). W jednej z kategorii testów skuteczności i tolerancji aż 64% spośród 773 użyć królików zakwalifikowano jako procedury „dotkliwe”.

fot. Andrew Skowron / Otwarte Klatki, CC BY 2.0

A jest jeszcze przemoc, której nie da się ukryć za słowami „produkcja”, „hodowla” czy „badania”.

Są króliki katowane, porzucane w kartonach, przy śmietnikach, na ulicach i terenach zielonych. Są kupowane pod wpływem impulsu, a później wyrzucane, kiedy okazuje się, że są żywymi, wymagającymi opieki zwierzętami, a nie pluszową dekoracją.

Przypadek Marcysia, królika znalezionego w Krakowie z potwornymi obrażeniami po znęcaniu się nad nim, był jednym z najbardziej drastycznych przykładów. Ale takich królików jest znacznie więcej – anonimowych, porzuconych, chorych, rannych, których historie nigdy nie przebiją się do mediów.

Podobną niewidzialność widać w Oleśnicy. Żyjące tam króliki bywają przedstawiane jako symbol miasta czy lokalna atrakcja, choć – jak zwracają uwagę osoby zajmujące się ich losem – są potomkami porzuconych królików domowych. Zamiast romantyzować ich obecność w przestrzeni miasta, trzeba mówić o bezdomności, rozmnażaniu się porzuconych zwierząt, chorobach, urazach i konieczności realnej pomocy.

Dlatego w Dniu Królika chcemy przede wszystkim mówić o królikach zabijanych w ubojniach. O tych, które są obdzierane ze skóry. O wykorzystywanych w laboratoriach. O porzucanych na ulicach. O maltretowanych. O tych, których życie wycenia się według tego, ile można zarobić na ich ciałach.

Króliki nie potrzebują jednego dnia zachwytu nad ich wyglądem. Potrzebują świata, w którym nie będą klasyfikowane według tego, do czego człowiek może je wykorzystać, ile może na nich zarobić.

Króliki – istoty czujące, a nie mięso, futro, żywy towar czy zabawka.