
„Między wartościami, których wyznawanie [ludzie – przyp. WiZ] deklarują, a wolą wykonania pracy łączącej myśl i działanie jest luka – brakuje przejścia od teorii do praktyki, która miałaby tę teorię urzeczywistnić i uczynić społeczeństwo bardziej sprawiedliwym” – napisała bell hooks w książce „Wszystko o miłości. Nowe wizje” wydanej przez Wydawnictwo Filtry.
Autorka pisała te słowa w kontekście deklarowanego sprzeciwu wobec przemocy domowej. Można je jednak odnieść również do przemocy wobec zwierząt, które – swoją drogą – także bywają jej ofiarami.
Wiele osób deklaruje miłość do zwierząt, potępia okrucieństwo i zapewnia, że zależy im na ich dobrostanie. Jednocześnie nie chce przyglądać się własnym codziennym wyborom ani praktykom społecznym, które opierają się na wykorzystywaniu, podporządkowaniu i zabijaniu zwierząt. Łatwo potępić pojedynczy, szczególnie drastyczny przypadek znęcania się. Znacznie trudniej zakwestionować przemoc, która została uznana za normalną, legalną, opłacalną albo zgodną z tradycją.

Właśnie tutaj pojawia się luka, o której pisała bell hooks: między deklarowanymi wartościami a gotowością do działania. Między współczuciem a zmianą nawyków. Między sprzeciwem wobec cierpienia a rezygnacją z uczestniczenia w systemie, który to cierpienie produkuje.
Samo przekonanie, że zwierzęta nie powinny cierpieć, nie wystarczy, jeżeli nie wpływa na nasze decyzje konsumenckie, język, sposób spędzania wolnego czasu, stosunek do prawa oraz reakcje na krzywdę. Wartości stają się realne dopiero wtedy, gdy znajdują odzwierciedlenie w praktyce – także wtedy, gdy wymaga to wysiłku, rezygnacji z wygody albo zakwestionowania tego, co większość uważa za oczywiste.
Społeczeństwo bardziej sprawiedliwe nie powstaje z samych deklaracji. Powstaje wtedy, gdy nasze działania zaczynają odpowiadać zasadom, na które tak chętnie się powołujemy. Dotyczy to również sprawiedliwości wobec zwierząt
