„Od teraz musicie radzić sobie sami”– pożegnałyśmy dzisiaj Prof. Andrzeja Elżanowskiego

Dzisiaj na Cmentarzu Komunalnym Południowym w Antoninowie pożegnałyśmy prof. dr. hab. Andrzeja Elżanowskiego. W czasie świeckiej ceremonii poprowadzonej przez dr hab. Joannę Hańderek, prof. UJ prezeska naszej Fundacji Monika Kohut, w imieniu wszystkich osób będących częścią abolicjonistycznego ruchu na rzecz praw zwierząt, odczytała poniższe słowa.

Żegnamy dziś człowieka wyjątkowego. Wybitnego naukowca, etyka, ale przede wszystkim wielkiego orędownika nieugiętej walki o prawa zwierząt. Człowieka, który przez dziesięciolecia stawał w obronie tych, którym odmawia się głosu, wolności, a często nawet najbardziej podstawowego prawa – prawa do życia.

Żegnamy Profesora Andrzeja Elżanowskiego. Dla nas, osób tworzących ruch na rzecz wyzwolenia zwierząt, był największym sprzymierzeńcem, niezastąpionym sojusznikiem. Dla wielu z nas był również nauczycielem, mentorem i przyjacielem.

Profesor był radykałem. I mówię to z najwyższym uznaniem i szacunkiem. Bo radykalizm, rozumiany jako sięganie do korzeni problemu, jako odwaga kwestionowania tego, co powszechnie uznaje się za normalne i dopuszczalne, jest właśnie tym, czego zwierzęta pozaludzkie tak bardzo potrzebują.

Potrzebują naszego radykalizmu, naszej odwagi, naszej niezgody na przemoc. Potrzebują ludzi, którzy nie boją się mówić uczciwie o ich krzywdzie. Ludzi, którzy nie poprzestają na łagodzeniu objawów niesprawiedliwości, lecz potrafią wskazać jej źródła. Ludzi, którzy mają odwagę powiedzieć nie tylko, że zwierzęta cierpią, ale również dlaczego cierpią, kto za to cierpienie odpowiada i kto czerpie z niego korzyści.

Profesor taką odwagę miał.

Nikt tak jak on nie potrafił dosadnie i bez ogródek wskazywać największych przeszkód na drodze do rzeczywistej poprawy losu zwierząt w Polsce. Nikt nie potrafił z taką precyzją demaskować hipokryzji, obnażać pozornych działań i nazywać po imieniu mechanizmów podtrzymujących przemoc wobec zwierząt.

Nie miało znaczenia, czy chodziło o polityków zasiadających w różnych komisjach, organizacje społeczne czy media. Profesor nie stosował taryfy ulgowej wobec nikogo. Nie kierował się wygodą, koniunkturą ani potrzebą przypodobania się komukolwiek. Kierował się wiedzą, rozumem i przekonaniem, że interesów istot zdolnych do cierpienia nie wolno poświęcać dla ludzkiej wygody.

Co ważne, potrafił być równie wymagający wobec samego ruchu na rzecz zwierząt. Dostrzegał nasze błędy, niekonsekwencje i słabości. Nie bał się ich krytykować, nawet jeśli ta krytyka bywała dla nas niewygodna. A jednocześnie pozostawał jednym z naszych najbardziej oddanych sprzymierzeńców.

Właśnie dlatego jego głos był tak cenny. Nie szukał poklasku. Nie mówił tego, co chcieliśmy usłyszeć. Mówił to, co uważał za prawdziwe i konieczne.

W jednym ze swoich ostatnich wywiadów Profesor powiedział: „Etyka musi dotyczyć wszystkich tych, którzy mogą być krzywdzeni”.

W tym jednym zdaniu zawiera się istota jego postawy. Przekonanie, że zdolność do odczuwania, posiadania własnych potrzeb i interesów jest wystarczającą podstawą, aby zasługiwać na moralne uwzględnienie. Że przynależność gatunkowa nie może być usprawiedliwieniem przemocy. Że życie pojedynczego zwierzęcia nie jest mniej ważne tylko dlatego, że człowiek postanowił podporządkować je swoim celom.

Profesor nigdy nie pozwalał, aby za wielkimi pojęciami – populacją, gatunkiem czy ekosystemem – znikało konkretne, czujące zwierzę. Widział jednostkę, indywidualność. Istotę, która ma własne życie, własne doświadczenia, własne interesy. I która może zostać skrzywdzona.

Dlatego potrafił z taką determinacją walczyć o każde pojedyncze życie. Bo każde z tych istnień miało dla niego znaczenie.

Dziś trudno opisać ogrom straty, jaką ponieśliśmy.

Odejście Profesora pozbawiło nas wiedzy, doświadczenia i profesjonalnego wsparcia, których nie sposób zastąpić. Będziemy musiały nauczyć się działać bez jego obecności, bez możliwości wykonania telefonu, zadania pytania, poproszenia o opinię czy skonfrontowania własnych argumentów z jego bezkompromisową oceną.

Możliwość współpracy z Profesorem, czerpania z jego wiedzy, umiejętności i niezwykłej intelektualnej niezależności ukształtowała aktywizm wielu z nas.

Jestem przekonana, że pytanie: „Jak zrobiłby to Profesor Elżanowski?” albo „Co powiedziałby na to Profesor?” będzie nam towarzyszyć jeszcze przez wiele lat. I że pozostanie dla nas jednym z najważniejszych sprawdzianów rzetelności, odwagi i uczciwości naszych działań.

Profesorze, jakże mocno będzie nam brakować Pana obecności na naszych protestach, demonstracjach i marszach. Pana przemówień, celnych komentarzy, gotowości do zabrania głosu zawsze wtedy, gdy wymagała tego obrona zwierząt.

Mnie osobiście będzie brakować również tych dwóch prostych słów: „Dobra robota”. Wypowiedziane przez Pana były dla mnie jedną z największych nagród. Znaczyły więcej niż niejeden oficjalny wyraz uznania. Bo wiedziałam, jak wysokie stawiał Pan wymagania – innym, ale przede wszystkim sobie.

Dziś, żegnając Pana, nie chcemy ograniczać się do wspomnień i podziękowań. Chcemy także złożyć obietnicę. Nie zawiedziemy Pana, Profesorze.

W imieniu wegańskich abolicjonistów i abolicjonistek obiecuję, że nie zrezygnujemy z walki o świat, w którym zwierzęta pozaludzkie przestaną być traktowane jak zasoby, przedmioty czy narzędzia służące człowiekowi.

Nie będziemy milczeć dla świętego spokoju. Nie będziemy udawać, że kosmetyczne zmiany wystarczą tam, gdzie potrzebna jest fundamentalna przemiana. Nie pozwolimy, aby wygoda, interesy ekonomiczne czy polityczne kalkulacje przesłaniały krzywdę konkretnych, czujących istot.

Będziemy nadal zadawać trudne pytania, podważać utarte przekonania i wskazywać odpowiedzialnych za przemoc, nawet wtedy, gdy okaże się to niepopularne.

I będziemy pamiętać, że właściwie pojmowana etyka nie kończy się na granicy naszego gatunku.

Profesorze, dziękujemy za odwagę. Za wiedzę. Za intelektualną uczciwość. Za każdą wspólną walkę. Za to, że był Pan po stronie zwierząt nie tylko wtedy, gdy było to łatwe, ale przede wszystkim wtedy, gdy wymagało sprzeciwu wobec większości.

Nie sposób zastąpić Pana obecności. Ale możemy i musimy kontynuować to, czemu poświęcił Pan tak wielką część swojego życia.

Żegnamy dziś Profesora Andrzeja Elżanowskiego. Nie żegnamy jednak jego odwagi ani jego pryncypialnej walki o sprawiedliwość.

Ta walka trwa.

I będzie trwać.

Aż ją wygramy. My lub osoby aktywistyczne, które będą walczyły po nas.

Dziękujemy, Profesorze.