
W czasie tegorocznego Marszu Wyzwolenia Zwierząt prezeska naszej Fundacji wygłosiła przemówienie, które możecie przeczytać poniżej. Na samym końcu jest także nagranie.
Musimy być profesjonalne, nieustępliwe, radykalne i odważne
Kilka dni temu przeczytałam na fanpejdżu Marszu komentarz, pozwolę sobie zacytować fragment: „Ja byłem pierwszy raz na MWZ rok temu i też to dało mi dużego kopa, gdy posłuchałem przemówień i zobaczyłem na własne oczy ludzi, dla których zaprzestanie eksploatacji zwierząt to żywa idea, której się poświęcają, w niejednym przypadku traktując jako priorytet w życiu i popchnęło mnie w kierunku rozważań, czy ja też mógłbym coś więcej zrobić niż tylko po prostu codzienne wybory.” Dziękuję za te słowa, Filip.
Każdy i każda z nas powinien robić coś więcej – nie tyle, na ile nam pozwalają, a na ile jest potrzeba. Tylko w taki sposób mamy szansę na to, by świat stał się lepszym miejscem dla wszystkich zwierząt, bez względu na gatunek.
Spotykamy się w bardzo trudnych czasach zarówno dla zwierząt pozaludzkich, jak i dla osób aktywistycznych działających na ich rzecz. Jednocześnie ostatnie dni pokazały nam namacalnie, że pomimo tego, stać nas na masowy zryw.
Wiem, że wielu i wiele z Was ogarnia frustracja i poczucie, że nic się nie zmienia na lepsze. Najgorsze, co w takiej sytuacji można zrobić, to poddać się temu poczuciu beznadziei i nie robić nic. Tak, wtedy naprawdę nic się nie zmieni na lepsze. Co mi daje siłę? Pamiętam, że nie robię tego dla siebie, że w tym wszystkim w ogóle nie chodzi o mnie. Jestem narzędziem, jestem Ich głosem, jestem jedną z wielu, które mogą odmienić świat.
Pamiętam, co obiecałam podczas czuwania w Kutnie świniom wiezionym na rzeź, pamiętam jak potworna jest codzienność krów hodowlanych, ale pamiętam też o tym, jak żyją moje adopcyjne świńskie córki w azylu u Iwony Kalinowskiej. Wiem, jak miałby wyglądać idealny wegański świat, ale wiem też, że zapewne nie będzie mi dane go ujrzeć. Nie pozwalam, by to mnie zniechęcało do codziennej pracy na rzecz zwierząt.
Uważam (podobnie jak uważała bell hooks w kwestii feminizmu), iż nie wystarczy walczyć o przestrzeganie prawa w kwestii prawnej ochrony zwierząt, nie wystarczy też walczyć o zmianę pojedynczych, najbardziej kłujących w oczy przepisów prawa. Musimy walczyć o lepszy świat, a nie „polepszać” okoliczności życia i śmierci zwierząt w tym aktualnym, na wskroś opresyjnym. Potrzebujemy armii ludzi zdeterminowanych i empatycznych, wyedukowanych i gotowych dzielić się tą wiedzą z innymi. Musimy być profesjonalne, nieustępliwe, radykalne i odważne. I musi nas być wiele, dużo więcej niż teraz.
Potrzebujemy takich „Filipów”, a oni z kolei potrzebują osób, które będą dla nich inspiracją, przykładem. Musimy jako ruch budować naszą siłę na wiedzy i profesjonalizmie, musimy budować wegańskie zaplecze prawne i polityczne. Zajmujmy głos i stanowiska w sprawach dotyczących zwierząt na szczeblu lokalnym i państwowym, oczekujmy od polityczek i polityków realizacji obietnic wyborczych, wywierajmy presję i rozliczajmy. No i przestańmy być „przepraszającymi weganami”. Oczekujmy przestrzegania naszych praw, nie gódźmy się na lekceważenie naszych potrzeb, dbajmy o siebie wzajemnie i bądźmy dla siebie wsparciem.
Naszych przeciwników wspierają potężne pieniądze i charakteryzuje totalny brak zasad moralnych, ale pamiętajcie – to my stajemy w prawdzie i walczymy o lepszy świat dla wszystkich.
Pamiętajmy też o osobach, które na co dzień, 24 godziny na dobę opiekują się zwierzętami. Wielu z Was nie ma dziś tutaj, na Marszu, bo nie możecie zostawić swoich podopiecznych samych. Wszyscy doskonale zdajemy sobie sprawę, że ogromna większość pomocy zwierzętom pozaludzkim opiera się na nieopłacanej pracy osób prywatnych lub organizacji. To na ich barkach, w ich czasie wolnym i za ich pieniądze ratuje się w Polsce zwierzęta. I tak nie powinno być, chyba nikt nie ma co do tego wątpliwości. I to też wymaga zmiany prawa, dobrze napisanego prawa, a nie populistycznej fuszerki.
My, weganki i weganie potrzebujemy sojuszniczek i sojuszników – to oczywiste. Same jesteśmy wsparciem praktycznie każdej inicjatywy, której celem jest poprawa losu zwierząt. Nie wybieramy tylko tych populistycznych, w których opresja wobec zwierząt jest oczywista, a przemocowiec to uosobienie psychopaty, którego zachowanie tak łatwo napiętnować. Walczymy przede wszystkim o te, które są obiektem codziennej, masowej eksploatacji i przemocy; zabijane często także z powodu codziennych wyborów naszych sojuszniczek i sojuszników. I w tym miejscu mam pytanie do naszych niewegańskich sojuszniczek i sojuszników – gdzie Wasza solidarność i wsparcie? Dlaczego wciąż większość z Was wybiera swoją przyjemność i/lub wygodę zamiast lojalnego stanięcia po stronie ofiar? Dlaczego jesteście głuche na nasze prośby? Czego jeszcze potrzebujecie, by zostać wegankami i weganami?
Bardzo często nasze upominanie się o zaprzestanie eksploatacji i mordowania zwierząt odbierane jest jako zamach na wolność Waszych wyborów, ja sama często słyszę „już tak wiele mi odebrano” i „już tak wiele zrobiłam dla zwierząt”. No nie, moje drogie – w tej relacji to nie wy jesteście ofiarami.
Na koniec kilka słów do wegańskich osób aktywistycznych:
Wchodźcie z weganizmem wszędzie, gdzie się da, mówcie śmiało o największym holokauście w historii, który dzieje się wciąż, ukryty przed oczami tych, którzy go sponsorują. Ci, którzy na nim zarabiają doskonale wiedzą, że to, co jest dla nich najlepsze, to cisza. I najlepsze, co Wy możecie zrobić, to przerwanie tej ciszy, to danie świadectwa cierpienia i okrutnej śmierci.
Do zobaczenia na salach sądowych, w Sejmie i Senacie, w placówkach oświatowych, na ulicach, w galeriach sztuki, na sesjach rad miast i gmin, na konferencjach i w azylach dla zwierząt.
Stay Vegan!
