Łatwiej wyśmiać empatię, niż ją okazać!

Aktywizm na rzecz zwierząt wciąż bywa wyśmiewany, wyszydzany, deprecjonawany, traktowany jak fanaberia czy moda, która szybko przejdzie albo „przesada”. Weganie i weganki – ale też osoby niewegańskie, które angażują się w pomoc konkretnym zwierzętom – każdego dnia zderzają się z opresyjnym systemem. Systemem, w którym krzywdzenie zwierząt jest normą. Normą tak głęboko zakorzenioną, że dla większości społeczeństwa pozostaje niewidoczna i nieuświadomiona.

W tym systemie ludzie walczą z bezdomnością psów i kotów, opiekują się miejskimi gołębiami, interweniują w przypadkach znęcania się nad zwierzętami, blokują zabijanie dzików w centrach miast, reagują na wykorzystywanie zwierząt w przemyśle rozrywkowym/turystycznym – od delfinariów przez papugarnie po dorożki konne. Inni (jak np. aktywiści z Animals’ Voice czy podobnych oddolnych inicjatyw) edukują, pokazują realia hodowli, konfrontują społeczeństwo z tym, co wygodne jest ignorować.

To niewielki procent społeczeństwa. Niewielki, ale wykonujący ogromną, niezwykle potrzebną pracę u podstaw. Pracę, której efekty rzadko są spektakularne, ale bez której nic by się nie zmieniało.

Każdy lubi myśleć o sobie jako o dobrym człowieku, także w kontekście relacji ze zwierzętami. Problem w tym, że dla wielu kończy się to tylko na deklaracjach. Prawdziwa konfrontacja z krzywdzeniem zwierząt wymaga wyjścia poza swoją strefę komfortu, podjęcia niepopularnych decyzji, wymaga zmiany nawyków, a często całego stylu życia.

Szczególnie uderzające jest to, że część osób (zazwyczaj konserwatywny prawicowy beton) z dużymi zasięgami czy politycznym zapleczem wciąż powiela narracje rodem z czasów Kartezjusza, że zwierzęta to bezmyślne maszyny, automaty pozbawione zdolności odczuwania. To nie jest tylko „opinia”. To demonstracja ignorancji, braku empatii i oderwania od współczesnej wiedzy naukowej.

Warto też jasno powiedzieć: to nie osoby działające na rzecz zwierząt są problemem. Problemem są ci, którzy je wyśmiewają i deprecjonują. To oni wystawiają świadectwo samym sobie. Szyderstwo wobec empatii nie jest oznaką „zdrowego rozsądku” ani siły – to przejaw zwyczajnej ignorancji, intelektualnego lenistwa i niechęci do konfrontacji z niewygodną prawdą. Łatwiej jest wyśmiać niż zrozumieć. Łatwiej zbagatelizować niż zmienić własne przemocowe postawy.

Za tym wyśmiewaniem często stoi coś jeszcze: bezduszność i brak empatii, które próbuje się przykryć ironią albo agresją. Jeśli ktoś reaguje drwiną na cierpienie innych istot, nie jest to neutralna postawa – to wybór. Wybór, który mówi więcej o poziomie wrażliwości tej osoby niż o tych, którzy próbują to cierpienie ograniczyć.

Prawda jest prosta: system, który normalizuje cierpienie (oraz jego obrońcy), zawsze będzie bronił się przed tymi, którzy je kwestionują. A ci, którzy to robią – nawet jeśli są w mniejszości – wykonują pracę, dzięki której ten system kiedyś pęknie.


Zachęcamy do śledzenia naszych social mediów: FB, IG, Mastodona. Jeśli uważasz, że to co robimy warte jest wsparcia, możesz zostać naszą Matronką lub Patronem w serwisie Patronite.