Gatunkowizm w języku: Pierwsze koty za płoty

„We frazeologizmach każdego narodu zapisane są m.in. jego historia, tradycje, doświadczenia, styl życia, mentalność czy obowiązujące wzorce zachowań. Frazeologizmy, będące częścią języka, są jednocześnie częścią kultury każdego narodu. Znane są od czasów najdawniejszych i w każdym języku cieszą się wielką popularnością, chociaż wiele z nich przekazuje bardzo przestarzałe nieraz poglądy, wierzenia czy zwyczaje. Część z nich ma już zatartą motywację, a niektóre są powtarzane bez dostatecznego ich zrozumienia” – napisała Izabela Bawej w artykule „Związki frazeologiczne jako źródło błędów w kontekście językowego obrazu świata (na materiale języka polskiego i języka niemieckiego)„.

Język polski obfituje w związki frazeologiczne z udziałem zwierząt – często używamy ich odruchowo, nie zastanawiając się nad ich dosłownym znaczeniem czy pochodzeniem. Jednym z takich powiedzeń jest: „pierwsze koty za płoty”, które współcześnie rozumiemy jako pomyślne przekroczenie początkowych trudności – że „pierwsze trudności mamy już za sobą”. Choć wydaje się niewinne i optymistyczne, fraza ta ma brutalną historię związaną z traktowaniem zwierząt.

Jak napisał prof. Jerzy Bralczyk: „Podobno pierwsze koty z miotu uważano za gorsze, słabsze – i wyrzucano. Można uznać, że płot jest w tym powiedzeniu raczej symboliczny, mówimy czasem: wyrzucić coś za płot. Dziś, gdy mówimy: Pierwsze koty za płoty, myślimy, że początek został zrobiony, że dalej będzie łatwiej, lepiej”.

Na wsiach przez długie lata wręcz oczywistym sposobem „regulacji” liczby kotów było topienie tych zwierząt, zwłaszcza nowo narodzonych kociąt. Wiele osób niestety wciąż praktykuje to okrucieństwo. Katarzyna Łogożna-Wypych, w tekście „Koty to dranie. Obraz kota w wybranych słuchowiskach„, przywołuje opis praktyki topienia kociąt w zawiązanym worku z cegłą i wiąże ją z długą tradycją okrucieństwa wobec zwierząt, o której pisał m.in. Janusz Tazbir w książce „Okrucieństwo w nowożytnej Europie”. Badacz wskazywał, że wysoki poziom brutalności wobec zwierząt – w tym wobec psów i kotów – był (i bywa) charakterystyczny także dla społeczeństw rozwiniętych, gdzie zwierzęta tracą „użyteczną” funkcję i stają się łatwym celem przemocy.

Praktyka „regulowania” populacji poprzez pozbywanie się (cóż za eufemizm na zwyczajne zamordowanie) co pewien czas powtarza się przekazach medialnych. A ile przypadków tych zabójstw nigdy nie wyszło i nie wyjdzie na jaw? Choćby dlatego, że „wszyscy tak robią”, „zawsze tak było”, „kotka urodzi nowe”, „szkoda kasy na kastrację”.

Zbyt często w dalszym ciągu powtarza się wzorzec myślenia, w którym żałuje się „kłopotu” i kosztów ubezpłodnienia, nie zaś cierpienia zwierząt. To właśnie ten sposób wartościowania – stawianie wygody (?) człowieka ponad elementarnym dobrem istot czujących – jest jądrem gatunkowizmu. W tym kontekście „pierwsze koty za płoty” okazują się tylko językowym ekwiwalentem praktyki, w której całe mioty kociąt uznaje się za nadwyżkę, problem do „załatwienia” i życie, którym można dowolnie dysponować. Wszak „to tylko kot”.

fot. Karenna Ramirez / pexels.com