Czy przyroda istnieje tylko dla człowieka? Antropocentryzm a przyszłość życia na Ziemi


Dlaczego mimo rosnącej świadomości ekologicznej nadal niszczymy środowisko naturalne? Być może problem tkwi głębiej niż w naszych codziennych wyborach, technologii czy gospodarce. Być może jego źródłem jest sposób, w jaki postrzegamy miejsce człowieka w świecie.

Przez stulecia przyzwyczailiśmy się myśleć o przyrodzie przede wszystkim w kategoriach ludzkich potrzeb. Lasy dostarczają drewna, rzeki wody, gleba żywności, a zwierzęta pożywienia i surowców. Nawet kiedy mówimy o ochronie środowiska, często uzasadniamy ją korzyściami, jakie natura przynosi człowiekowi.

Ale czy las jest wartościowy tylko dlatego, że produkuje tlen i pochłania dwutlenek węgla? Czy dzikie zwierzę zasługuje na ochronę wyłącznie wtedy, gdy jest pożyteczne? Czy gatunek, który nie ma żadnego znaczenia gospodarczego, ma mniejsze prawo do istnienia?

Te pytania prowadzą nas do jednego z najważniejszych sporów współczesnej etyki środowiskowej: sporu między antropocentryzmem a ekocentryzmem.


Antropocentryzm – człowiek w centrum wszystkiego

Antropocentryzm to sposób postrzegania świata, w którym człowiek stanowi główny punkt odniesienia dla wartości i ocen moralnych. Przyroda jest w tym ujęciu ważna przede wszystkim dlatego, że zaspokaja nasze potrzeby i umożliwia nam przetrwanie.

Takie myślenie jest głęboko zakorzenione w kulturze, ekonomii i polityce. Mówimy o „zasobach naturalnych”, „kapitale naturalnym” czy „usługach ekosystemowych”. Wszystkie te pojęcia opisują naturę przede wszystkim przez pryzmat korzyści, które możemy z niej czerpać.

Nie oznacza to, że troska o ludzkie potrzeby jest czymś niewłaściwym. Problem zaczyna się wtedy, gdy człowiek staje się jedynym podmiotem, którego dobro ma znaczenie samo w sobie, a cała reszta życia zostaje sprowadzona do roli narzędzia.

Łatwo wówczas uzasadnić niszczenie siedlisk, eksploatację zwierząt czy eliminację gatunków, jeśli tylko przynosi to odpowiednio duże korzyści ludziom.

Image created by Reto Stöckli, Nazmi El Saleous, and Marit Jentoft-Nilsen, NASA GSFC


Czy antropocentryzm rzeczywiście jest źródłem problemu? Spór wśród filozofów

Nie wszyscy badacze zgadzają się jednak, że antropocentryzm należy jednoznacznie odrzucić. W filozofii środowiskowej od lat toczy się dyskusja o tym, czy troska o człowieka musi prowadzić do lekceważenia innych form życia.

Filozof Tim Hayward w artykule Anthropocentrism: A Misunderstood Problem, opublikowanym w 1997 r. na łamach czasopisma Environmental Values, przekonywał, że krytycy antropocentryzmu często mylą naturalną troskę ludzi o własny gatunek z przekonaniem o jego bezwarunkowej wyższości. Jego zdaniem powinniśmy odróżniać uzasadnione ludzkie potrzeby od szowinizmu gatunkowego, czyli przyznawania ludziom uprzywilejowanej pozycji moralnej wyłącznie dlatego, że są ludźmi.

Hayward argumentował również, że krytykowanie całej ludzkości za kryzys ekologiczny bywa niesprawiedliwe. Odpowiedzialność za degradację środowiska jest bowiem nierównomiernie rozłożona. Nie można w ten sam sposób oceniać społeczności walczących o przetrwanie i wielkich podmiotów gospodarczych czerpiących zyski z intensywnej eksploatacji przyrody.

Helen Kopnina (Northumbria University), Haydn Washington (UNSW Sydney), Bron Taylor (University of Southern California) i John J. Piccolo (Karlstad University) w artykule Anthropocentrism: More than Just a Misunderstood Problem opublikowanym w The International Journal of Ecopsychology, polemizują z tym stanowiskiem.

Przyznają Haywardowi rację, że troska o ludzi jest moralnie uzasadniona, a odpowiedzialność za niszczenie środowiska nie rozkłada się równomiernie. Uważają jednak, że próba przedstawienia antropocentryzmu jako zwykłej troski o człowieka zaciera istotę problemu.

Nie chodzi bowiem o to, czy powinniśmy troszczyć się o ludzi, ale o to, czy wyłącznie ludzie zasługują na moralne uwzględnienie.

Ich zdaniem antropocentryzm jest czymś więcej niż niewłaściwie rozumianym pojęciem. To głęboko zakorzeniony system wartości, w którym inne gatunki i całe ekosystemy podporządkowane są ludzkim interesom.

W tej dyskusji pojawia się także inne stanowisko. Filozof David Kidner proponował pojęcie „industrocentryzmu”, wskazując, że za degradację środowiska odpowiada przede wszystkim dominująca ideologia społeczeństwa przemysłowego, a nie sama koncentracja na człowieku.

Autorzy omawianego artykułu nie odrzucają znaczenia tej krytyki. Podkreślają jednak, że ograniczenie problemu wyłącznie do współczesnej gospodarki i przemysłu pomija bardziej fundamentalne pytanie: dlaczego w ogóle uznajemy, że człowiek może podporządkowywać sobie pozostałe formy życia?

Spór ten dotyczy więc nie tylko terminologii, ale podstaw naszych relacji z przyrodą. Czy wystarczy zmienić gospodarkę i ograniczyć nadmierną konsumpcję, czy konieczne jest również przemyślenie miejsca człowieka w świecie wartości?


Dlaczego przyroda zasługuje na ochronę niezależnie od naszych potrzeb?

fot. Bogdan Mazur, licencja CC BY-NC-ND 2.0

Najczęściej spotykanym argumentem na rzecz ochrony środowiska jest nasze uzależnienie od zdrowych ekosystemów.

Chronimy lasy, ponieważ regulują klimat. Chronimy pszczoły, ponieważ zapylają rośliny uprawne. Chronimy rzeki, ponieważ zapewniają wodę, a oceany, ponieważ dostarczają pożywienia.

To ważne i uzasadnione argumenty. Nie obejmują jednak całej wartości przyrody.

W filozofii środowiskowej Bryan Norton rozwinął koncepcję określaną jako „teoria zbieżności”. Zakłada ona, że odpowiednio dalekowzrocznie rozumiany interes człowieka może prowadzić do podobnych działań ochronnych jak etyka uznająca niezależną wartość przyrody.

Kopnina i współautorzy wskazują jednak na istotną słabość tego rozumowania. Co stanie się z gatunkiem, którego istnienie nie przynosi nam żadnej rozpoznanej korzyści? Czy możemy pozwolić mu wyginąć tylko dlatego, że nie potrafimy wykazać jego ekonomicznej użyteczności?

Co więcej, nie znamy wszystkich zależności ekologicznych. Gatunki uznawane dziś za nieistotne z punktu widzenia człowieka mogą pełnić funkcje, których jeszcze nie rozumiemy.

Podejście oparte wyłącznie na ludzkim interesie chroni przyrodę przede wszystkim tam, gdzie jej ochrona jest dla nas opłacalna lub konieczna. Nie daje natomiast wystarczających podstaw do ochrony tych form życia, których wartość użytkowa jest nieznana lub niewielka.

Przyroda nie musi być nam potrzebna, aby zasługiwać na istnienie.

To fundamentalna różnica między ochroną przyrody motywowaną ludzkimi korzyściami a ochroną wynikającą z szacunku dla samego życia.


Ekocentryzm – jesteśmy częścią przyrody, a nie jej właścicielami

Ekocentryzm proponuje inne spojrzenie na nasze miejsce na Ziemi. Zamiast stawiać człowieka ponad pozostałymi formami życia, uznaje go za część większej wspólnoty ekologicznej.

W tym ujęciu wartość mają nie tylko ludzie, lecz także inne gatunki, ekosystemy oraz procesy podtrzymujące życie na naszej planecie.

Las nie jest wyłącznie magazynem drewna. Jest złożonym światem istniejącym dzięki relacjom pomiędzy tysiącami organizmów. Rzeka nie jest tylko źródłem wody, lecz częścią dynamicznego systemu przyrodniczego. Dzikie zwierzę nie jest jedynie zasobem, atrakcją turystyczną czy elementem gospodarki.

Ekocentryzm nie oznacza odrzucenia ludzkich potrzeb ani przekonania, że człowiek nie może korzystać z przyrody. Oznacza natomiast, że nasze potrzeby nie mogą automatycznie unieważniać interesów pozostałych istot oraz integralności ekosystemów.

W etyce środowiskowej istnieją również różnice dotyczące tego, co powinno być chronione w pierwszej kolejności: pojedyncze zwierzęta, całe gatunki czy funkcjonowanie ekosystemów. Perspektywa praw zwierząt akcentuje dobrostan jednostek, podczas gdy podejście ekocentryczne większą wagę przypisuje niekiedy przetrwaniu gatunków oraz zachowaniu procesów ekologicznych.

Nie zawsze są to cele łatwe do pogodzenia. Łączy je jednak przekonanie, że przyroda nie powinna być traktowana wyłącznie jako zbiór zasobów służących człowiekowi.


Sprawiedliwość nie powinna kończyć się na człowieku

W dyskusjach o kryzysie ekologicznym słusznie zwraca się uwagę na nierówności społeczne. Nie wszyscy ludzie w równym stopniu odpowiadają za degradację środowiska.

Najbogatsze społeczeństwa konsumują znacznie więcej zasobów niż społeczności ubogie. Wielkie przedsiębiorstwa i przemysł wywierają ogromną presję na ekosystemy. Nie można więc przypisywać wszystkim ludziom identycznej odpowiedzialności.

Część badaczy wskazuje, że ograniczanie nierówności, ubóstwa i konfliktów społecznych może sprzyjać ochronie przyrody. Zgodnie z tym stanowiskiem bardziej sprawiedliwe społeczeństwo będzie lepiej przygotowane do prowadzenia odpowiedzialnej polityki środowiskowej.

Autorzy artykułu zwracają jednak uwagę, że zależność ta nie jest oczywista. Nawet zamożne i względnie egalitarne społeczeństwa mogą utrzymywać poziom konsumpcji przekraczający możliwości regeneracyjne ekosystemów.

Rozwiązanie problemów społecznych samo w sobie nie gwarantuje więc ochrony przyrody.

Społeczeństwo może stać się bardziej sprawiedliwe wobec swoich członków, a jednocześnie nadal niszczyć siedliska, eksploatować zwierzęta i doprowadzać kolejne gatunki do wymarcia.

Dlatego sprawiedliwość społeczna i ekologiczna nie powinny być traktowane jako konkurujące cele. Troska o ludzi nie musi oznaczać obojętności wobec innych istot. Podobnie ochrona przyrody nie powinna odbywać się kosztem podstawowych praw człowieka.

Potrzebujemy etyki, która dostrzega zarówno nierówności pomiędzy ludźmi, jak i niesprawiedliwość naszych relacji z pozostałym światem żywym.

fot. djim, licencja CC BY 2.0

Czy prawo powinno chronić również samą przyrodę?

Jednym z ważnych wniosków płynących z tej debaty jest potrzeba poszerzenia granic odpowiedzialności moralnej i prawnej.

Współczesne systemy prawne koncentrują się przede wszystkim na ochronie ludzi i ich interesów. Zwierzęta, gatunki oraz ekosystemy pozostają w dużej mierze zależne od tego, czy ludzie uznają ich ochronę za potrzebną.

Autorzy artykułu wskazują, że podobnie jak społeczeństwa stopniowo rozszerzały zakres praw i ochrony przysługującej różnym grupom ludzi, możliwe jest również rozwijanie prawa, które uwzględnia niezależną wartość innych form życia.

Nie oznacza to automatycznie przyznawania zwierzętom i ekosystemom takich samych praw jak człowiekowi. Chodzi raczej o stworzenie skutecznych mechanizmów reprezentowania ich interesów i przeciwdziałania niszczeniu przyrody także wtedy, gdy nie można wykazać bezpośredniej szkody dla ludzi.

W tym kontekście pojawiają się koncepcje praw natury, sprawiedliwości ekologicznej czy prawnego przeciwdziałania ekobójstwu.

Tak rozumiana ochrona środowiska przestaje być wyłącznie narzędziem zabezpieczania ludzkiej przyszłości. Staje się również wyrazem odpowiedzialności za inne istoty zamieszkujące Ziemię.


Od ochrony zasobów do szacunku dla życia

Zmiana naszego podejścia do przyrody wymaga czegoś więcej niż nowych technologii, skuteczniejszych przepisów czy lepszego gospodarowania zasobami. Wymaga również zmiany wartości.

Dziś często pytamy: „Jak wykorzystać przyrodę, nie niszcząc jej zbyt mocno?”.

Perspektywa ekocentryczna skłania do postawienia innego pytania: „Jak żyć, aby pozostawić przestrzeń także innym formom życia?”. Ta różnica jest zasadnicza.

Pierwsze pytanie nadal stawia człowieka w centrum. Drugie uznaje, że Ziemia jest wspólnym domem wielu gatunków, a nie wyłączną własnością jednego z nich.

Takie podejście może stanowić podstawę bardziej zdecydowanej ochrony dzikiej przyrody, ograniczania nadmiernej eksploatacji oraz rozwijania prawa uwzględniającego interesy zwierząt i ekosystemów.

fot. Artur Rydzewski, licencja CC BY-NC 2.0


Zmiana sposobu myślenia jest początkiem zmiany świata

Kryzys bioróżnorodności pokazuje, że sama wiedza o zagrożeniach nie wystarcza. Wiemy, że niszczymy siedliska, przekształcamy krajobrazy i przyczyniamy się do wymierania gatunków. Mimo to często podporządkowujemy decyzje gospodarcze i polityczne krótkoterminowym ludzkim korzyściom.

Spory filozoficzne dotyczące antropocentryzmu nie są zatem jedynie akademickimi dyskusjami o znaczeniu pojęć. Mają bezpośrednie konsekwencje dla tego, jak wyznaczamy granice ochrony przyrody, jakie działania uznajemy za dopuszczalne i czyje interesy bierzemy pod uwagę.

Antropocentryzm sprawia, że ochronę przyrody traktujemy jako zadanie ważne o tyle, o ile służy naszym interesom.

Ekocentryzm proponuje głębszą zmianę: uznanie, że życie na Ziemi ma wartość również poza naszymi potrzebami, oczekiwaniami i planami.

Nie musimy przestać troszczyć się o ludzi, aby zacząć naprawdę szanować przyrodę. Musimy jedynie rozszerzyć granice naszej odpowiedzialności.

Ziemia nie jest wyłącznie ludzkim światem. Jest wspólnotą życia, której jesteśmy częścią. A przyszłość tej wspólnoty zależy między innymi od tego, czy nauczymy się dostrzegać wartość istnienia także poza nami samymi.


Tekst opracowany na podstawie artykułu naukowego: Helen Kopnina, Haydn Washington, Bron Taylor, John J. Piccolo (2018), Anthropocentrism: More than Just a Misunderstood Problem, Journal of Agricultural and Environmental Ethics, 31, 109–127.

DOI: https://doi.org/10.1007/s10806-018-9711-1