
Opowiem wam o moich bohaterach. I wbrew temu, co sobie teraz pomyślicie, nie będą to ludzie.
Nie będą to ci, którzy zdobyli jakiś szczyt, przebiegli jakiś dystans, zdobyli medal za skok w dal lub biegali za piłką. Oni w moich oczach nie wykazali się niczym szczególnym.
Bohaterką jest dla mnie ciężarna, ślepa suczka z dwoma połamanymi nogami. Porzucona w lesie.
Bohaterem jest dla mnie kot podpalony żywcem, walczący o życie całym swoim zmasakrowanym ciałkiem wśród nawoływań o uśmiercenie, bo to przecież tylko kot.
Bohaterami są dla mnie lisie dzieci, osierocone z rąk myśliwych. W imię barbarzyńskiej „tradycji“, która nie jest niczym innym jak prostackim hobby.
Niedźwiedź w klatce w zoo, codziennie skazany na tą samą samotność i nierozumiejące oczy gapiów.
Pies uwiązany ciężkim łańcuchem do budy, głodzony i bity, z wycieńczenia nie mogący utrzymać się na nogach. „Bo pies ma być na łańcuchu“.
Krowa/świnia/koza/owca zmuszona patrzeć jak zabijają jej siostrę, koleżankę, matkę, dziecko.
Kury ściśnięte w klatach tak ciasnych, że przez całe swoje krótkie życie nie mogą nawet wstać.
Stary koń z ochwatem stojący w ciemnej, zatęchłej komórce, uwiązany krótkim sznurkiem do pustego żłoba. W nagrodę za lata ciężkiej pracy nazwany darmozjadem i ścierwem.
Krowa plącząca za odbieranym jej nowonarodzonym dzieckiem. Żeby nie wypijało mleka, które i tak jest jego.
Bohaterem jest to właśnie nowonarodzone dziecko, odbierane matce wtedy, kiedy jej najbardziej potrzebuje. Nowonarodzone … Nazywane produktem ubocznym. Są tacy, którzy te niemowlęta jedzą. Nazywają siebie „smakoszami“.
Bohaterem jest dla mnie pies bezpodstawnie zastrzelony przez policję, który do ostatniego uderzenia serca wpatrywał się w swojego opiekuna i merdał ogonem. Nikt nie został ukarany. Nie było pogrzebu, zniczy … nic.
Bohaterem jest dla mnie gołąb bez jednej nogi, codziennie walczący o przetrwanie w betonowym centrum miasta. Nazywany szkodnikiem.
Pies, który przeszedł takie piekło, że przez lata udawał głuchego. Bał się słyszeć …
Bohaterami są dla mnie zwierzęta laboratoryjne, którym wycina się struny głosowe, żeby nie było słychać ich krzyków podczas bezsensownych tortur w imię nie wiadomo czego.
Szczenięta wyrzucone na śmietnik.
Kot wyrzucony z okna jadącego samochodu.
Słoń/tygrys/lew/niedźwiedź skazany na wykonywanie bezsensownych sztuczek cyrkowych. W nagrodę czeka ciasna, zardzewiała klatka. W najlepszym wypadku śmierć.
Pies bez dwóch nóg radzący sobie na ulicy przez dziesięć bolesnych lat. 10 lat!
Koń zmuszony do ciągnięcia wozu pełnego leniwych turystów przez zatłoczone, głośne, betonowe miasto. W nagrodę czeka go rzeźnia.
Pies wrzucony do studni. Ponieważ był chory.
Osiołek codziennie objuczany ciężarem kilkakrotnie większym od niego samego. Bez sprzeciwu, cierpliwe, będzie ten ciężar niósł, a kiedy nogi odmówią mu posłuszeństwa, zostanie nazwany głupim. Może jeszcze będzie kopniak.
Bohaterem jest dla mnie byk zadźgany szpikulcami, umierający wśród echa oklasków powolną, bolesną i niepotrzebną śmiercią. W imię „kultury“ i „tradycji“.
Ta lista codziennie się wydłuża i to wiele o nas mówi.
Nazywamy siebie istotami myślącymi, a nie potrafimy odróżnić dobra od zła. Znajdujemy wymówki i uzasadnienia dla nieuzasadnionego i niemającego racji bytu.
Nazywamy siebie miłośnikami zwierząt, a nie znajdujemy w sobie siły, żeby zaprotestować przeciwko cierpieniu innych istot, tylko dlatego że ich skóra pokryta jest sierścią, piórami czy łuskami.
Gdyby ludzkość miała serca, już dawno spaliłaby się ze wstydu. Ale w tej całej pogoni za niczym, zapomnieliśmy już nawet co to wstyd.
