
25 października obchodzimy Dzień Kundelka – święto wszystkich psów nierasowych, ustanowione symbolicznie dzień po wejściu w życie Ustawy o ochronie zwierząt. Pierwszy artykuł tej ustawy głosi jasno, że „Zwierzę, jako istota żyjąca, zdolna do odczuwania cierpienia, nie jest rzeczą. Człowiek jest mu winien poszanowanie, ochronę i opiekę„. Nasz język codzienny niestety często przeczy temu szlachetnemu założeniu. Słowa takie jak „kundel” czy czasownik „skundlić (się)” są naładowane pogardą i odzwierciedlają utrwalone struktury opresji wobec zwierząt. W potocznej polszczyźnie „kundel” bywa wyzwiskiem w stosunku do osoby, którą mówiący gardzi. Synonimami „skundlenia” są takie określenia, jak: upodlenie, nikczemność, sparszywienie czy zezwierzęcenie, co pokazuje, że w naszym języku przypisujemy byciu zwierzęciem cechy nikczemności i prymitywizmu. Taka retoryka to przejaw szowinizmu gatunkowego, zakorzenionego tak głęboko, że pozostaje niewidzialny i akceptowany nawet przez wielu miłośników zwierząt.
Jak zauważa Dariusz Gzyra, „stężały korpus języka” długo skutecznie chronił stare, opresyjne wzorce kultury, a „to, co znaczone słowem, dosłownie nabiera znaczenia„. Inaczej mówiąc – słowa mają sprawczą moc kształtowania naszej rzeczywistości społecznej. Dopóki więc przemoc wobec zwierząt pozostaje ukryta w języku albo bagatelizowana żartem, dopóty trudno o prawdziwą zmianę postaw

„Kundel” – rasizm w świecie psów
Sam Dzień Kundelka ma być hołdem dla psów „bez rodowodu”. Ale już samo to sformułowanie zdradza, jak głęboko tkwi w nas prymat rasy. Popularne, pozornie neutralne określenie „wielorasowy” (czy „mieszaniec”) miało być odczarowaniem słowa „kundel”. Jednak w praktyce wciąż w centrum pozostaje rasa – tyle że mieszana. To określenie mimowolnie wzmacnia przekonanie, że „rasa” determinuje wartość i prestiż, nawet w odniesieniu do psów. W świecie ludzi rasizm potępiamy, ale w świecie zwierząt tzw. hodowlanych i domowych bezrefleksyjnie powielamy analogiczne hierarchie: rasowy = lepszy, nierasowy = gorszy. Ludzie płacą krocie za psy czy koty z rodowodem, podczas gdy równie czujące i kochane kundle masowo, czasem przez wiele lat, tkwią w schroniskach. Co gorsza, ten wartościujący podział przenika też język prawa i praktykę organów ścigania. Karolina Kuszlewicz, adwokatka i członkini Kolektywu Marsz Wyzwolenia Zwierząt, zwracała uwagę, że jeśli skradziony zostanie pies, policja najpierw pyta o jego wartość rynkową – od tego zależy, czy sprawa będzie traktowana jak przestępstwo czy tylko wykroczenie. „Czyli pies rasowy jest dla prawa ważniejszy niż kundel…” – puentuje gorzko Karolina Kuszlewicz. Te systemowe uprzedzenia pokazują, jak bardzo nasze instytucje są skażone antropocentrycznym i klasowym myśleniem: wartość zwierzęcia mierzy się przydatnością dla człowieka i ceną, jaką ktoś gotów jest zapłacić.
W istocie trudno o lepszy przykład animalizacji jako dehumanizacji niż los „nierasowych” psów. Społeczne postrzeganie kundelków (swoją drogą to idealny przykład upupiania) odbija wiele szerszych zjawisk: nasze uprzedzenia klasowe (pies z rodowodem jest traktowany, jak statusowy gadżet klasy średniej, kundel to „pospólstwo”), echo ideologii czystości krwi z najciemniejszych kart historii, a nade wszystko zakorzeniony gatunkowizm. Filozof Oscar Horta, autor książki „Po stronie zwierząt”, przypomina, że mechanizm dyskryminacji na podstawie gatunku działa analogicznie do rasizmu czy seksizmu – tyle że arbitralnym kryterium podziału jest tutaj gatunek (lub rasa zwierzęcia). Na szczycie tej wymyślonej drabiny stoi człowiek, poniżej ustawia zwierzęta – przy czym nawet nie wszystkie na równi, lecz według przypisanej im roli: co innego pies rasowy z rodowodem, co innego „zwykły kundel”; co innego pies w ogóle, a co innego „brudna świnia” czy „głupi osioł”. Takie kategorie to kulturowe czerwone przyciski, które naciskamy bez zastanowienia – dla własnej wygody lub rozrywki, kosztem cierpienia innych istot.

Odczarować kundla, odzyskać język
Skoro słowa mają taką wagę, zmianę naszego stosunku do zwierząt musimy zacząć od odczarowania języka. Czas z dumą odzyskać słowo „kundel” – pozbawić je pogardy, a nasycić szacunkiem. Kundel nie jest gorszy od rasowego – przeciwnie, jest żywym świadectwem bogactwa genetycznego psów, często okazem zdrowia i pojętności przewyższającym „czempiony” obarczone tzw. wadami hodowlanymi. Nie znaczy to jednak, że kundel jest synonimem psa, który poradzi sobie sam, w każdych okolicznościach, nawet wtedy, gdy potrzebuje opieki weterynaryjnej czy wsparcia emocjonalnego.
Powiedzmy to głośno: kundel to wspaniały, pełnowartościowy pies. Ani lepszy, ani gorszy. Zasługujący jednak na relację opartą na szacunku, poszanowaniu granic i potrzeb. Nie ma powodu, by nazwa kundel miała wydźwięk pejoratywny. Nie ma powodu, by pies był wartościowany z powodu genów odziedziczonych po przodkach. Z powodu czegoś, co zostało sztucznie stworzone przez człowieka, tylko po to, by zwierzęta te eksploatować (i na nich zarabiać). Kundel nie jest gorszy od labradora, cavaliera, mopsa czy owczarka niemieckiego.
Ale odczarowanie jednego słowa to za mało. Potrzebujemy szerszej radykalnej zmiany języka i świadomości. Dariusz Gzyra pisze o „poszukiwaniu niewinnego języka” w relacjach ze zwierzętami – języka wolnego od przemocy i uprzedzeń. Taki nowy język już się rodzi: na Zachodzie i w środowiskach akademickich powstają dziesiątki neologizmów, które mają obnażyć niewidoczną przemoc (np. „meatification” czy „misothery„), bądź promować nową wrażliwość (jak „szowinizm gatunkowy„, „weganizm” czy wręcz postulaty zastąpienia słowa „domestykacja” terminem „domesecration„, by zaznaczyć przemoc wobec udomowionych zwierząt). Język polski też zaczyna się zmieniać – to od nas zależy, czy do potocznej mowy trafią pojęcia oddające rzeczywisty status zwierząt. Antropopresja, eksploatacja, mord przemysłowy – te brutalne realia kryją się za eufemizmami typu ubój czy produkcja zwierzęca. Mówmy wprost o cierpieniu i niesprawiedliwości.
Przede wszystkim zaś przestańmy używać zwierząt jako obelg. Skończmy ze stręczeniem dzieciom frazesów w stylu „nie bądź świnią” czy „zachowuj się jak człowiek, nie jak zwierzę”. Te powiedzenia nie są niewinne – reprodukują krzywdzący obraz naszych braci mniejszych i jednocześnie usprawiedliwiają okrucieństwo. Bo skoro „zwierzę to taka istota, którą można wyzywać”, to czemu nie bić, nie zabić, nie zjeść? Ten łańcuch przemocy symbolicznej i realnej musimy przerwać.
Czas na nową perspektywę
Na koniec wróćmy do idei, od której wyszłyśmy: ustawa mówi o poszanowaniu, ochronie i opiece, które my ludzie powinniśmy zapewnić zwierzętom. Żeby te słowa nie pozostały pustym frazesem, musimy przepracować własne stereotypy i uprzedzenia. Tak jak ludzkość uczy się (w bólach) porzucać rasizm i seksizm, tak pora na odrzucenie gatunkowizmu i rasizmu międzygatunkowego. Oscar Horta przekonuje, że zdolność odczuwania bólu i radości – bycie sentientem czy sentientką – powinna być fundamentem naszej wspólnoty moralnej, obejmującej wszystkie czujące istoty, niezależnie od gatunku. Zwierzęta – psy, świnie, krowy czy kury – nie mogą dłużej być „niewidzialnymi ofiarami” naszego systemu, spychanymi na margines, wyszydzanymi w języku i eksploatowanymi w praktyce.
Dzień Kundelka to znakomita okazja, by zadać sobie pytanie: czy nasza „miłość” do „najlepszego przyjaciela człowieka” nie kończy się przypadkiem na progu schroniska? Czy szczerze uznajemy zwierzęta za równoprawne istoty, czy tylko za maskotki do przytulania?Los kundelków – tych czujących psów wielorasowych – odzwierciedla szerszy paradoks: z jednej strony deklarujemy empatię wobec zwierząt, z drugiej w praktyce wartościujemy je i dzielimy, jedne hołubiąc, inne tępiąc. Czas z tym skończyć.
Niech „kundel” przestanie być obelgą, a stanie się powodem do dumy. Niech język, którym mówimy o zwierzętach, będzie językiem prawdy i współczucia, a nie utrwalania przemocy. Wyzwólmy się z antropocentrycznej pychy – zobaczcie w kundelku nie „gorszego psa””, lecz brata lub siostrę rasowego „pupila”. I spójrzmy szerzej: zobaczmy w świni czy krowie kogoś, a nie coś – czującą istotę, której również człowiek jest winien poszanowanie, ochronę i opiekę. Tylko w ten sposób Dzień Kundelka stanie się czymś więcej niż sympatycznym gestem – stanie się krokiem ku prawdziwej zmianie:
